Bardzo cenię sobie konwalie. Niepozorne kwiatki, delikatne dzwoneczki otoczone rozłożystą zielenią liści.
Małe tanie bukieciki na majowych ulicach, pęczki w wiadrach pod kościołami, niesamowity zapach niewinności przy wazoniku w domu – z tym mi się kojarzą konwalie.
A w październiku? Cóż zostało ze słodyczy ogrodowych kwiatów?
Wspomnienie wiosny nabrzmiało czerwienią, jesień zmieniła dzwonki w przedziwne jagody.
Jak były doskonałe swoją wiosenną bielą, tak zachwycają czerwienią owoców nie do zrywania, nie do kosztowania. Do wspominania.



Czerwienie w przyrodzie zawsze zwracały moją uwagę. Dlatego takmi do gustu przypada jesień.
OdpowiedzUsuńTak, czerwień jest zachwycająca! A jesień to także moja ulubiona pora roku.
UsuńNie miałam pojęcia, że taką mogą przybrać postać.
OdpowiedzUsuńSzczerze - ja też nie! Ale fajne, prawda?
UsuńWitaj:) Mnie zapach konwalii kojarzy się z ciepłem, wiosną i okresem komunijnym. Uwielbiam ich zapach:) A czerwień zawsze łączyłam z dojrzałością i cierpieniem. Podświadomie jakoś.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam kilka Twoich postów po wizycie na blogu Star. Któregoś dnia przeczytam całość Twojego bloga, bo te kilka postów mi się spodobało:) Pozdrawiam