wtorek, 20 października 2015

wieczorami

Zabiegana jestem, zaczytana, poza czasem. Doganiam autobusy w pantoflach bez obiadu i odpalam dzień na kawę, wyjątkowo z mlekiem i cukrem, pomieszane. Trzymam się okładek, wykładam się na stronach, a potem nocą na kuchennym blacie nieświadomie przygryzam ołówek na kolację.
Nie jest mi źle, całkiem znośnie nawet. Październik jest moim sprzymierzeńcem, bo zachwyca mi oczy. Nawet tutaj, w tym trochę większym mieście.
I robię się niepoprawnie sentymentalna, nieznośnie. W tajemnicy dodaję znowu własne krople wzruszeń i marzeń. Aż naprawdę można się pomylić, czy nie wrócił stary mój towarzysz smutek i tak mnie jesienią tuli.
 
 
 Lubi to tuli.

1 komentarz:

  1. W jesieni lubię to przez nostalgię tulenie. A w tym tuleniu znajduję szczęście. Kropelki deszczu dodają animuszu mym myślom, dawno nie miałam tak bogatych snów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!