Zabiegana jestem, zaczytana, poza czasem. Doganiam
autobusy w pantoflach bez obiadu i odpalam dzień na kawę, wyjątkowo z mlekiem i
cukrem, pomieszane. Trzymam się okładek, wykładam się na stronach, a potem nocą
na kuchennym blacie nieświadomie przygryzam ołówek na kolację.
Nie jest mi źle, całkiem znośnie nawet. Październik
jest moim sprzymierzeńcem, bo zachwyca mi oczy. Nawet tutaj, w tym trochę
większym mieście.
I robię się niepoprawnie sentymentalna, nieznośnie. W tajemnicy dodaję
znowu własne krople wzruszeń i marzeń. Aż naprawdę można się pomylić, czy nie wrócił stary mój towarzysz smutek i tak mnie jesienią tuli.
Lubi to tuli.
W jesieni lubię to przez nostalgię tulenie. A w tym tuleniu znajduję szczęście. Kropelki deszczu dodają animuszu mym myślom, dawno nie miałam tak bogatych snów.
OdpowiedzUsuń