Nie wiem po co mi był ten dzień, bo przecież po coś na pewno. Może do przemyśleń, choć nie było na to czasu? Będę teraz miała wiele wieczorów i wiele wpatrywań w niejedno okno, by wracać do poranka. Nie lubię diagnoz zaczynających się od "proszę pani", po których to słowach następuje wymowna pauza.
Zabiegane przedpołudnie, wytrącone z rutyny, pozbawione codziennych pór stałych i póz odmienności. Zmęczone popołudnie, smutny wieczór.
Nie mam jakoś siły czytać. Trochę mnie wola boli, ta wolna. Podyskutowałabym z indywidualistką, pokłóciła się może. Zamiast tego, jak co dzień, po prostu zajęłam się domem.
Zabiegane przedpołudnie, wytrącone z rutyny, pozbawione codziennych pór stałych i póz odmienności. Zmęczone popołudnie, smutny wieczór.
Nie mam jakoś siły czytać. Trochę mnie wola boli, ta wolna. Podyskutowałabym z indywidualistką, pokłóciła się może. Zamiast tego, jak co dzień, po prostu zajęłam się domem.
Dodatkowy dzień a wola boli.
OdpowiedzUsuńBywają takie chwile, kiedy ten dodatkowy dzień niczego nie zmienia, jest tylko wcale niepotrzebna prolongatą niechcianych stanów i myśli.Innym razem taki dzień staje się punktem zwrotnym, po którym wszystko zaczyna wyglądać inaczej.Trzymam kciuki za dobre "inaczej". Pozdrawiam - M.
OdpowiedzUsuń