Dziś bawiliśmy się w kulturę i to tę "wysoką". Zasadniczo 30 piętro, 114 m, windą zaledwie 20 sekund. Każda księżniczka bywa czasem w pałacu, więc i nam wypadało iść ;)
Pogoda nie sprzyjała zdjęciom, zasadniczo dokładnie jak ja. Ale kilku tutaj wrzucę.
Pod Pałacem lodowisko, więc nas znowu zmotywowało do sportu. Zatem wieczór znowu spędziliśmy na basenie. Klimacik też księżniczowy, bo palmy i w półmroku nawet nie widać, że sztuczne. Punktowe oświetlenie basenu rekreacyjnego z urządzeniami do masażu różnych części ciał zanurzonych. Błękit, zieleń i aktywizująca czerwień, na zmianę. Wyczerpana bogatym w wrażenia dniem jak królowa matka patrzyłam spod przymkniętych oczu na pluskające się w tych barwach rodzone pacholęta, pod opieką króla ojca rzecz jasna, a sama siedziałam wygodnie w ciepłym jacuzzi i koncentrowałam się na niedopuszczaniu do siebie myśli o niedzielnym wieczorze. Popołudnie zapowiada się bowiem cudownie - mamy bilety na dziecięcy koncert w filharmonii. Ale wieczorem ... wyprasowana bluzka nieodzownie przypomni mi o poniedziałku. Wrrr.
Ach ferie! Powinny być obowiązkowe dla wszystkich!
Wieki świetlne nie byłam w tym miejscu... myślisz, że rozbiorą pałac?
OdpowiedzUsuńOby nie...
UsuńOczywiście, że pogoda sprzyjała, moim zdaniem miałaś super warunki.
OdpowiedzUsuńWinda w pałacu jak wyciąg narciarski, uszy zatyka. Ale potem gdy patrzysz na wszystko z góry, zapiera dech. :)
po to tam pojechałam - żeby na wszystko popatrzeć z góry; czasem to zbawcza perspektywa
UsuńMoje ferie trwają i trwają... chciałabym przestać się feriować ;)Choć nie zawsze rzecz jasna.
OdpowiedzUsuńcóż, wszystko się kiedyś kończy
Usuńa potem człowiek wspomina i wszystko mu się przeinacza