Wczoraj wieczorem oglądaliśmy sobie dinozaury "na żywo". Dziewczyny chyba bardzo to przeżyły. Młodsza całą noc śniła ponoć o lesie, gdzie musiała przeżyć tylko z naszym psem. Na szczęście to pies polujący, więc udało się jej jakoś zdobywać pożywienie. Łaziła w bujnej roślinności, chowała się przed drapieżnikami, no i musiała strzelać w obronie własnej.
Starsza we śnie rozlokowywała w naszym mieszkaniu 38 m2 swoją nieletnią koleżankę z jej chłopakiem, bo po urodzeniu piętnastki dzieci (chyba nie za jednym razem...) nie miała się gdzie podziać. W jej śnie nalewałam zupę do misek i stawiałam je w rządku na podłodze, bo na naszym stole tyle misek by się nie zmieściło.
Hm, tak się zastanawiam, może błędem były te dinozaury na noc...







A cóż złego w tych snach? Nawet jeśli męczące, muszą zrozumieć, że ranek zawsze przynosi co najwyżej refleksję. ;)
OdpowiedzUsuńZłego?- nic. Tylko bardziej "dzikie" niż zazwyczaj.
UsuńMoje sny czasem zupełnie nie biorą się z przeżyć, a refleksja jaka mnie dopada: zaczynam wierzyć w reinkarnację.
OdpowiedzUsuńMiłej niedzieli ;)