sobota, 6 lutego 2016

po prostu dzicz

Wczoraj wieczorem oglądaliśmy sobie dinozaury "na żywo". Dziewczyny chyba bardzo to przeżyły. Młodsza całą noc śniła ponoć o lesie, gdzie musiała przeżyć tylko z naszym psem. Na szczęście to pies polujący, więc udało się jej jakoś zdobywać pożywienie. Łaziła w bujnej roślinności, chowała się przed drapieżnikami, no i musiała strzelać w obronie własnej.

Starsza we śnie rozlokowywała w naszym mieszkaniu 38 m2 swoją nieletnią koleżankę z jej chłopakiem, bo po urodzeniu piętnastki dzieci (chyba nie za jednym razem...) nie miała się gdzie podziać. W jej śnie nalewałam zupę do misek i stawiałam je w rządku na podłodze, bo na naszym stole tyle misek by się nie zmieściło.

Hm, tak się zastanawiam, może błędem były te dinozaury na noc...








3 komentarze:

  1. A cóż złego w tych snach? Nawet jeśli męczące, muszą zrozumieć, że ranek zawsze przynosi co najwyżej refleksję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złego?- nic. Tylko bardziej "dzikie" niż zazwyczaj.

      Usuń
  2. Moje sny czasem zupełnie nie biorą się z przeżyć, a refleksja jaka mnie dopada: zaczynam wierzyć w reinkarnację.
    Miłej niedzieli ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!