Zdecydowałam, że dzisiaj też będzie miły dzień. Przynajmniej poranek na kształt wtorku, a popołudnie sobie zmienię, bo jakoś nie wypadło wczoraj najlepiej. Urzeczona tą wizją spałam sobie w najlepsze, aż do pierwszych odgłosów stóp. Najpierw przydreptała Mewa ze zmartwioną miną, tuląc aż dwie pieluszki tetrowe służące do przytulania. Za nią Tasia ze zwojem chusteczek jednorazowych, niepokojąco skłębionych w okolicy nosa.
Więc dzień zaczął się nie po mojemu od wspólnych przytulanek na dużej sofie, ale od zajęć praktycznych z dziedziny tamowania zdarzających się niekiedy krwotoków z nosa. W tym roku pierwszy raz. I oby ostatni.
Jednak podobno o tym, jak się czujemy, decydujemy sami. Coś w tym jest mam nadzieję, bo wbrew niemiłym epizodom postanowiłam dzisiaj mieć dobry dzień. Taka miła środa. Chociaż wszystko idzie mi wolniej, obiadu nawet nie wstawiłam, a z innych "hobbystycznych" zajęć udało się tylko zrobić pranie i poodkurzać, zasiadłam sobie w cyberprzestrzeni z kubkiem herbaty. Wstrętna jakaś. Pewnie z metalowej puszki wylosowałam smak nie na dzisiaj. I kubek jakiś zielony w Mikołaje. Ach.
Idzie nie tak, jak miało być, ale przełączam się dzisiaj na jeden z moich ulubionych trybów "ignore". Polecam. Jest trochę tak, jak zerwanie połączeń. Świat się dzieje, zwykle tak sobie, a ja i tak mam się dobrze i po prostu. Bez rewelacji, ale też spokojnie. Zatem wypiję te wstrętne ziela i na pociechę uśmietankowię sobie popołudnie lodami.
Więc dzień zaczął się nie po mojemu od wspólnych przytulanek na dużej sofie, ale od zajęć praktycznych z dziedziny tamowania zdarzających się niekiedy krwotoków z nosa. W tym roku pierwszy raz. I oby ostatni.
Jednak podobno o tym, jak się czujemy, decydujemy sami. Coś w tym jest mam nadzieję, bo wbrew niemiłym epizodom postanowiłam dzisiaj mieć dobry dzień. Taka miła środa. Chociaż wszystko idzie mi wolniej, obiadu nawet nie wstawiłam, a z innych "hobbystycznych" zajęć udało się tylko zrobić pranie i poodkurzać, zasiadłam sobie w cyberprzestrzeni z kubkiem herbaty. Wstrętna jakaś. Pewnie z metalowej puszki wylosowałam smak nie na dzisiaj. I kubek jakiś zielony w Mikołaje. Ach.
Idzie nie tak, jak miało być, ale przełączam się dzisiaj na jeden z moich ulubionych trybów "ignore". Polecam. Jest trochę tak, jak zerwanie połączeń. Świat się dzieje, zwykle tak sobie, a ja i tak mam się dobrze i po prostu. Bez rewelacji, ale też spokojnie. Zatem wypiję te wstrętne ziela i na pociechę uśmietankowię sobie popołudnie lodami.
Oj... no czasem idzie nie tak jak chcemy... ale Twój ignore może być niezły :) ja tak nie potrafię...
OdpowiedzUsuńCzasem trzeba włączyć tryb ignora :)
OdpowiedzUsuńMnie dziś głowa boli, jestem niewyspana a też planowałam, że wszystko będzie dobrze...
Zazdroszczę trochę umiejętności przełączania na ten tryb.
OdpowiedzUsuńMyśli nie chcą przestać krążyć mi w głowie :)
Śmietankowe lody są dobre na wszystko.
OdpowiedzUsuńA tryb "ignore" bardzo mi się podoba. Wypróbuję kiedyś:)
Tak mi przyszło do głowy, ze zacytuję reklamę: Na pewno sobie poradzisz :), a w zasadzie -iłaś :)
OdpowiedzUsuń