wtorek, 22 czerwca 2010

tipsy

Jaki wietrzny dzień. Gruzów nie rusza spod Pałacu, nadal wspominają kręte alejki wieszaków i podrabianych perfum w plastikowych hangarach znudzonych handlem solarnianych panienek z fascynującymi paznokciami. Do dziś się zastanawiam, jak by to było mieć tyle czasu na myślenie i tyle wzorów do pomalowania na dziesięciu przyklejonych misternie akrylowych płytkach.
Wystawili stoliki na drewniane podesty pod reklamowymi parasolami, otoczyli doniczkami iglaków. Ogródki. Popołudniami odprowadzają mnie trzeźwe jeszcze oczy amatorów pubowych lunchów. Tak zwany podkład po wieczór. Żeby nie na pusty żołądek.
A słońce zwykle w tej części dnia o tej porze roku i godzinie świeci mi prosto w oczy chronicznie pozbawione przyciemnianych szkieł. Oślepia i przyciąga, odbiera mnie realizmowi warszawskiej ulicy, przejaskrawia i znaczy absurdem rzekomej dorosłości.
Jak to się dzieje, że jestem tutaj? Nic się nie zmienia z dnia na dzień, 365 podobnych dni, a jednak od pierwszego do ostatniego jest przepaść - takie zmiany.
Jakie wietrzne życie. Rytuałów może nie rusza z planu dnia, za to w krętych alejkach spraw do załatwienia i odczuwanych emocji wir codziennych wydarzeń kolejnych wersji mnie. Tylko czasem się zastanawiam, że dobrze nie mieć za dużo czasu na myślenie i planowanie wzorów do zastosowania na kolejnych płytkach dni.

3 komentarze:

  1. Ja też nie rozumiem tipsów... szkoda czasu... ale wiesz... idzie się do kosmetyczki... odopczywa :) trochę się plotkuje, wiesz jak jest :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kletynom łatwiej, to jasne :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Malowanie malowaniem, ale jak z tym zapiąć sobie guziki? Może ułatwiają drapanie się po głowie....? A jak się typsik odłamie? No, tragedia, myślę.

    Wiesz, podoba mi się ta pusta przestrzeń, jakoś tak ładniej się zrobiło [nie myślę oczywiście o całym tym szmelcu po-budowlanym] bez tej szkarady.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!