piątek, 18 czerwca 2010

utrata czy zmiana?

Jestem, chociaż moje jestem brzmi dzisiaj inaczej. Po domu i śnie, praca jest kolejnym światem. Nie mogę się zdecydować - drugim czy trzecim? Paradoksalnie zwykle czuję się tutaj bezpiecznie - wszystko znam. Codzienne rytuały pozwalają jakoś bezboleśnie przechodzić nad absurdem do porządku dziennego. Gdybym to straciła z nie swojej ochoty, pewnie by mi tego brakowało. Pewnie jak wszystkiego, co się traci. Na marginesie - utrata z mojej chęci to by była już zmiana, a nie utrata.
Tymczasem wszystko się zmienia lub traci, np. drzwi do łazienki, przedpokój. Chciałabym, aby zmiana "wejścia" symbolizowała zmianę wewnątrz. Jednak jeśli tak jest, za bardzo w tym tkwię, aby zarejestrować różnicę. Staje się inaczej, ale to tylko zewnętrze. To raczej prowokacja.
Zmieniła się także droga do pracy, też pozornie. Jeden widok się odsłonił - pałac. Teraz widać jego podstawę, jak zniknęły plastikowe bunkry. Chciałabym, aby tak zostało, żeby dali trochę przestrzeni w tym centralnie ciasnym mieście. Brak odsłonił widok. To utrata czy zmiana?

3 komentarze:

  1. O kurcze... cóż za myślenie dziś. Głębokie i pełne zakrętów. Ale jakoś smutno... dobrze czytam?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmiana! Zdecydowanie. Aż muszę to zobaczyć. odkąd pamiętam to centralnie zapchane miejsce było właśnie takie...;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mała Mi - no jakoś na smutną nutę mi się zaśpiewało, ale generalnie jest dobrze :)
    Nivejko - jak posprzątają pozostałości, pewnie będzie lepiej, ale też na krótko, bo przecież mają tutaj coś stawiać na stałe :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!