piątek, 11 czerwca 2010

klima

Podobno dzisiaj jest gorąco i ludzie ledwo żyją, topią się, tchu im brak i generalnie jest źle. Ja marznę. Zamknięta w sterroryzowanej przestrzeni i ciele stałocieplnym, nie czuję lata, a złe emocje drapią mnie już w gardle, suszą oczy, a susza - wiadomo - gniew rozpala szybko jak ogień na cienkich drewienkach myśli.
Tak jak Kubusiowi, marzną mi paluszki, chociaż u mnie deszcz nie pada, a prośby i argumenty nie wnikają w umysły moich prześladowców. Nie ma alternatywy dla szczelnie zamkniętych okien i 17 stopni. Zgodziłabym się chętnie na 22, zwłaszcza jak słońce przechodzi na stronę naszych okien, no ale cóż. W końcu doceniam osiągnięcia najnowszych technologii. W samochodzie też mam takie cudeńka i nie wyobrażam sobie dłuższych tras podczas upałów, gdy ciepłe lepkie powietrze otula nas i otumania.
A jednak czuję się wmanewrowana w spisek. Oszukać ciało, oszukać umysł. To co wiesz, że ciepło jest, to nieprawda, drogi mózgu. Zobacz, włoski na rękach wyciągają swoje chwiejne łodyżki w poszukiwaniu słońca, chłód je wznosi w rozpaczliwym geście pełnej mobilizacji. Tobie się wydaje przez 8 godzin każdego dnia, że to lato. A to nie lato. Przynajmniej do około 16. Bo potem, no cóż, widzisz jaki żart doskonały? Jak się dałeś oszukać jednak! Komunikacyjna duchota miejskich zakładów autobusowych zapoci ci każdy milimetr zmarzniętego ciała. Ogromne drzwi zatrzymane w biegu wyplują cię na parnym osiedlu wprost w objęcia domowych obowiązków.
I radź sobie na raz jednego dnia w tych skrajnych klimatach.

4 komentarze:

  1. Aniu,

    ile by się wtedy dało za otwarte okno... powiew wiatru... fruwające kartki po biurze....

    OdpowiedzUsuń
  2. A otwórz to okno w cholerę :))!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się nie oszukuję:). Nie klimatyzuję:)
    Ciepło... ciepło... gorąco!
    Hurraaaa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znoszę klimy, choruję w niej. A podczas pracy tłumacza, kiedy jestem zmuszona gadać dwukrotnie więcej od wszystkich obecnych proszę o jej wyłączenie, bo inaczej odmawiam współpracy.
    Ostatnio jestem na tyle kategoryczna, że się udaje. Po tym, jak kilka razy straciłam po takich kilku godzinach głos, nie dyskutuję, tylko żądam.
    Ale inaczej było, kiedy pracowałam zatrudniona gdzieś tam i nie miałam na to wpływu.
    Trzymaj się...!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!