środa, 30 czerwca 2010

prysznice

Ciepło. Ale jeszcze moje myśli nie kleiły się rankiem do asfaltu. Prawdę mówiąc, nie kleiły się nawet do siebie, nie zrzeszały w słowa, nie malowały obrazów i nie brzęczały w głowie jak natrętne muchy. Szliśmy sobie razem, ja i gdzieś obok leniwe myśli, niedokładnie obudzone z sennych lasów ucieczek, garści poziomek i jeleni na skraju zagajników.
Miasta mi się raczej nie śnią. Te wszystkie betony, stale i sztuczne konstrukcje, zapach wierconego tynku, szlauchy zmywające nocne wymiociny z chodników, pojękiwania przystających pod sklepami zmęczonych ciężarówek i dynadające w dusznej przestrzeni kamienic reklamówki jogurtów i kanapek są aż nazbyt realne, by mogły się śnić.
Mimo mocnej kawy oczy mi się przymykają, na niedoskonałości, nieprawidłowości, nierzetelności. Na swoje lenistwo, zanik ambicji, poczucie beznadziejności. Jakie to wszystko ma znaczenie?
Chyba dobrze, że planuje się wyjazd, jeden - dwa weekendowe, a potem trzy tygodnie nad morzem. Może podziałają jak prysznice, dając na chwilę iluzję orzeźwienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!