poniedziałek, 21 czerwca 2010

poniedziałek

Taki sobie poniedziałek, poniedziałkowy. Zaczął się jak każdy tydzień, z pozoru nie wygląda szczególnie ani jakoś nieszczególnie, zwyczajnie po prostu. Pogoda niegodna uwagi, motywacja do pracy średnia, wstawało się bez sensacji i w ogóle tak jest nijako. W skali 0 - 10, tej najbardziej z miarodajnych skal, gdzie można docenić każdy odcień szarości, wychodzi mi wszystko tak na 5. Sondażowa nuda. Przeciętność. Beton.
Kawa wypita, kanapka zjedzona, ustalona lista zadań, w połowie już odfajkowana, chociaż dopiero 10. Wieczór urozmaici mi wizyta u dentystki. Dom nawiedzą panowie od liczników ciepła. Postaram się dokończyć kamizelkę dla Tasi podczas znikania znieczulenia.
Tylko jedna rzecz w tej przeciętności jest niepokojąca. Znowu sen. Dziwny jakiś, niedobry. Nie daje się zapomnieć. I mam wrażenie, że śnił mi się już kiedyś. To znaczy - nie, inaczej. Dziś śniło mi się, że byłam gdzieś, w niepokojącej przestrzeni. Ale nie byłam w niej sama. We śnie jednak wiedziałam, że kiedyś samotnie przemierzałam ten świat. Więc to była jakby moja druga wizyta. Wrr. Nie mogę się od tego uwolnić.

3 komentarze:

  1. Może za dużo o tym śnie myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu masz sny cykliczne i tyle, nie dośniłaś i masz kontynuację. Ja miałam etap na sny sensacyjno-straszne, uciekająco-goniące, bohatersko-tchórzliwe. Ale kurcze nigdy nudne :))), a najlepsze było jak pływałam/latałam(ale bardziej płynęłam) w powietrzu, to było tak realistyczne, że często wydaje mi się, że gdybym tylko zechciała to potrafię to zrobić na jawie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówi się- sen mara, Bóg wiara. Nie przywiązuj zbyt wielkiego znaczenia do snów. Nie ma sensu. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!