czwartek, 10 czerwca 2010

sen kolorowy

Dzisiaj wszyscy poszliśmy w końcu do swoich zajęć. Dorośli do pracy, Mewa do przedszkola, Tasia do szkoły. Siedzę ostrożnie jak mysz pod miotłą, a telefon potwierdził, że póki co jest ok. Nie zapeszajmy.
Oczywiście rano było nerwowo, szybko i nie tak, jak bym chciała. Sny też nie były takie. W tym roku nad podziw często śnią mi się osoby z pracy i co ciekawsze - nie zawsze ci, z którymi bezpośrednio współpracuję. Zawsze w sumie nie w kontekście zawodowym, ale powiedzmy takim życiowo - nijakim. Oprócz tego sen był kolorowy, bardzo, i jeszcze powiedzmy fakturowany. Wybierałam farbę do ścian w kuchni, a próbki kolorów w formie ogromnych bali tkanin, jak dawniej w małomiasteczkowych pasmanteriach, zalegały na regałach dziwnej kawiarni. Od sufitu zwisały rozciągnięte mechate koce, błyszczące satyny, wzorzyste falanele, jakieś tkane z włóczek połacie kolorów zakończone frędzlami. Cóż za dziwny sklep - kawiarnia. Bo jak miałam wybrać kolor farby na ścianę zanurzona w tym przepychu dekoracji jednak innego typu?
Z tego pomieszania próbowałam wybrać jakiś rozmydlony neutralny żółty, ale leżały tylko skrawki i sprzedawca wręczając mi filiżankę autentycznie pachnącej herbaty stwierdził, że to nie wystarczy do mojej kuchni. Usiadłam więc w drugiej części sklepu przy ogromnym stole, otoczona pastelami ścian i wzorami mebli oraz przyjemnym kawiarnianym gwarem.
W śnie pojawił się wątek ludzi z pracy, ale nie będę o tym pisać. Jest bez znaczenia.
O wiele bardziej chciałabym się dowiedzieć, co znaczą w moim śnie pojawiające się ostatnio niezależnie od wszystkiego starsze kobiety. Wczoraj była jedna z laską. Dzisiaj jakieś dwie inne, raczej pogodne, mimo to patrzące na mnie zdecydowanie wyczekująco.
Sen może być kluczem do jakiś wyjaśnień. To nienormalne, że śnią mi się ludzie z pracy. Może powinnam ją zmienić? Pytam tak siebie od wielu lat.
A póki co piję kawę z ekspresu i wdrażam się w rytm. Stopy wyjęłam z klapek i bose postawiłam na podnóżku. Ach, jest za gorąco na konwenanse. I tak dobrze, że reszta stroju jest bez zarzutu, bo jeśli chodzi o mnie - o wiele wygodniej byłoby mi w cienkiej bawełnianej piżamie, rozciągniętej i swojskiej, jeszcze zanurzonej w kolorowy sen.

2 komentarze:

  1. Dobrze,że wyszliście na prostą. I oby tak zostało:))
    A sny? To inna strona naszych myśli, takie wejście od zaplecza, to takie coś, co nawet nie wiem ,ze mam a mam...

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się ten sen bardzo podoba, chociaż na pewno byłaś rozczarowana brakiem swojego koloru, który nie wystarczy na pokrycie ścian?
    Ja interpretacji snu się nie podejmę, ale jeżeli ktoś siedzi w temacie, chętnie poczytam co może on oznaczać!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!