Niedawno musiałam pojechać do pracy. W zasadzie chodziło tylko o zaświadczenie z kadr, bo jest mi potrzebne do żłobka. Udało się nam bowiem dostać do państwowej placówki, co jest cudem wielkim jak każdy wie. Miejsc jest mało, zapotrzebowanie spore. Bałam się, że się nie uda, bo nie zapisałam małej do żłobka w chwili odebrania jej numeru pesel, jak to wszędzie radzą. A systemy komputerowe są bezwzględne i liczą dokładnie wszelkie te punkty i daty. Nam pewnie pomogła wielodzietność, nie wiem dokładnie, w każdym razie się udało. I nie ma już wymówek - od września wracam do pracy, a nasze życie znowu przewróci się do góry nogami. Trzeba będzie wypracować nowe schematy codzienności, ale nie o to się martwię.
Przypomniały mi się wszystkie traumatyczne sytuacje z pracy. Jest już niby inaczej, podobno wiele się zmieniło, wielu ludzi odeszło. Nic nie będzie już takie samo. Ale jednak ręce mi drżały, gdy odbijałam identyfikator, a szklane drzwi rozsunęły się przede mną. Pani portier przywitała mnie uprzejmie, współpracownicy ucieszyli się, przynajmniej tak się zdawało. Udało się podczas tej krótkiej wizyty uniknąć niepożądanych osób. Na pozór wszystko ok, ale jak wiadomo składam się głównie z moich wyimaginowanych zmartwień zmiksowanych z obawami o przyszłość. Więc już zobaczyłam siebie w ten wrześniowy wtorek, gdy będę musiała przyjechać punktualnie, a w torbie będę miała kanapki na cały dzień tęsknoty za dziećmi i wolnością. I martwię się, że będę cała zmartwieniem, wiem o tym.
Mam trzy miesiące na niemyślenie o tym. I nie będę. Nie chcę sobie psuć najcudowniejszych miesięcy. Obiecuję sobie koncentrować się na codziennych sprawach domowych, na ogródku. I będę się zachwycała każdą zakwitłą aksamitką i choćby listkiem róży pnącej. I nawet te wszystkie koszule i ciemne garnitury z worków wyciągnę dopiero pod koniec sierpnia, zakupię pantofle i nową porządną torbę.
Może rzeczywiście wszystko będzie tym razem inaczej. A tymczasem - stop w temacie.

Aniu, mówimy i myślimy pozytywnie :) co nas nie zabije, to nas wzmocni, tak sobie powtarzam i to działa :) Clematis jest przepiękny!
OdpowiedzUsuńTo prawda. Tego pozytywnego myślenia i mówienia wciąż się uczę. Uważam nawet, że idzie mi coraz lepiej, choć pewnie nigdy nie osiągnę poziomu mistrza 😉
UsuńA clematis, cóż, nie mogłam się powstrzymać. Jestem w nim bezgranicznie zakochana!
No proszę, mamy ten sam "skład chemiczny". Też tak zawsze myślę do przodu i to o dziwo najczęściej pesymistycznie. Efektem tego jest na przykład, że weekend zaczyna się u mnie w piątek o 15:00 a kończy... w tym samym dniu wieczorem. Bo przecież sobota, to już jak niedziela, a niedziela to prawie poniedziałek. Uff. Dziś tylko jest inaczej, bo wziąłem urlop dla czterodniowego leniuchowania od wczoraj.
OdpowiedzUsuńTak to jakoś jest, że myślenie do przodu zawsze jest u mnie pesymistyczne. Może warto nad tym popracować, też to przemyśl. I miłego urlopu! Pamiętam, że długie weekendy zawsze były super!
UsuńPrzede wszystkim nastawienie i po prostu bądź silna.
OdpowiedzUsuńA tymczasem odpoczywaj.
Dokładnie tak zrobię! Taki piękny czerwiec! Co ja tam o jakimś wrześniu będę myśleć, bez sensu
UsuńOd noście czerwonej róży to sprawdź teraz jej korzenie, po prostu ją wykop i zajrzyj w korzenie, może wprowadziły się mrówki lub coś podjada korzenie itd. Jeśli róża ,,stoi" teraz to coś z korzeniami :)
OdpowiedzUsuńPowrócić do miejsca pracy po macierzyńskim to najbezpieczniejsze rozwiązanie zawodowe, ale może jak już wrócisz to warto zastanowić się nad zmianą miejsca pracy? - Nie należę do osób, które muszą pouczać i dawać dobre rady. W tym co napisałaś widzę siebie sprzed lat. Przebranżowiłam się (Ty tego nie musisz robić) ale obecnie pracuję w wymarzonym zawodzie i mimo zmęczenia to pracuję z radością bo jest to moja pasja. Może i Tobie się uda? W każdym razie mocno trzymam kciuki za ten powrót do pracy :)
UsuńRóżę wykopałam, troszkę skróciłam korzenie, no i zobaczymy. W każdym razie dam jej szansę, może się uda. Może potrzebuje dłuższego czasu adaptacji do wcale nie najgorszych warunków, jakie jej zaproponowałam.
UsuńCo ciekawsze, jaka przypadkowa analogia do mojego powrotu do pracy. Może też potrzebuję takiej adaptacji, zobaczymy. Wrócę oczywiście, bo nie mam obecnie wyjścia, a w zasadzie powrót to najlepsze wyjście. Najwyższy czas na zmianę pracy, powtarzam to sobie od lat. Z każdym rokiem coraz mniej pewnie... Blokada jest we mnie, jestem o tym przekonana. I najgorsze jest to, że wciąż nie wiem kim chcę być jak dorosnę 😉
Zatem życzę udanego powrotu do pracy. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńJa rozumiem taki lęk. Miałam szefową, która tak mnie wyniszczyła psychicznie, że przez lata bałam się pracy. Zdecydowanie wolę pracować ze starszymi, teraz sprzątam i się tego nie wstydzę, jestem dumna. Dzięki Bogu też są miłe osoby. Życzę, by powrót do pracy okazał się dużo lepszy, niż myślisz. Masz rację, nie ma, co się martwić na zapas. Ciesz się na całego wspaniałymi chwilami, bo one uciekają i każda chwila jest bezcenna. Liczy się tu i teraz, a przyszłość... jeszcze nie istnieje. Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę, co najlepsze. :)
OdpowiedzUsuńTakiej postawy uczę się od kilku lat, takiej skierowanej na teraźniejszość. Uważam, że jest najwłaściwsza i najzdrowsza dla mnie. Ale lęk i dawne przyzwyczajenia do zamartwiania się czasem wracają. Wydzielam im takie zamknięte miejsca, daję upust emocjom i staram się od razu powrócić na ścieżkę teraźniejszości, żeby znowu nie dać się złapać w pułapkę.
UsuńCo do pracy - w sumie nieważne co się robi, ale ważne, żeby czuć się z tym dobrze.
Dla Ciebie też wszystkiego co najlepsze!
Powroty zawsze są trudne, ale trzeba wierzyć, że wszystko będzie dobrze, inaczej. Niestety ludzie są różni, i zawsze znajdzie się jakaś "szarańcza". Ale pamiętaj każdy wredny szkodnik kiedyś odchodzi lub pozbywa się go. Skup się małej bo żłobek to też dla niej będzie wyzwanie. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego!!!
OdpowiedzUsuń