Kupiłam za małą misę. Nie było większej, trudno. Myślałam, że może dwie. Ale teraz w sumie się cieszę, że jest jedna. Wybrałam do niej te sukulenty, które mam nadzieję wolniej rosną i może nie tak wysoko, jak na przykład grubosze.
Zobaczymy jak mi pójdzie.
Oczywiście będę przesadzać, jeśli mi jakieś bardzo urosną albo zachorują. Obstawiam, że pierwsze będę musiała wysadzić z misy te śmieszne zwisające korale. Może docelowo zostaną w misie tylko żywe kamienie i te drobne zielono-różowe sukulenty, które w warunkach naturalnych rosną przy skałach.
Zobaczymy. Generalnie staram się być optymistką i mam nadzieję, że się uda. Najtrudniejsze dla mnie to powstrzymanie się od częstego podlewania. Mam taką tendencję i generalnie zwykle moje kwiaty doniczkowe to lubią, no ale te są szczególne. Wymagające.

Bardzo lubię słowo sukulent. Brzmi jak soczyste przekleństwo, a jak się trafi na kogoś, kto nie wie, to można sobie poużywać :))
OdpowiedzUsuńHa ha ha, nigdy bym na to nie wpadła! Muszę kiedyś na kimś odpowiednim wypróbować 😀
OdpowiedzUsuń