Kiedyś w podstawówce pani na biologii albo geografii zapytała w klasie czy ktoś wie, jak to się dzieje, że natura się odradza na wiosnę. I że czasem wystarczy 5 milimetrów piachu pomiędzy płytkami chodnika, aby wyrósł tam mlecz. A w lodówce pozostawionej pietruszce zaczyna zielenić się natka.
Natura odradza się, bo chce. Minimum wystarczy tym najmniej wymagającym. I żadne tam czary mary, tylko wola życia.
Posiałam, chwaliłam się. Sieję zresztą nadal. Ale teraz się znowu pochwalę, bo zaczyna wyłazić. Nieporadne zielone główki, jakieś rozczulające milimetry chwiejnych niteczek, krzywe rządki nie wiem jeszcze dokładnie czego, bo w sumie nie pamiętam, gdzie co, ale to kwiatki. Zioła jeszcze nie wzeszły i może nawet nie wzejdą, bo mam pewne podejrzenia co do nasion. No ale zobaczymy.
Ale że to pierwsze moje upragnione zieleniny na grządkach to zdjęcia muszą być. Mam nadzieję, że to potem pokażę już takie rozkwitnięte, buchające kolorem, rozpasane w formie. Tymczasem - jedynie zapowiedź, czysta wola życia.
U mnie też wzeszło coś, co posiałam, a nie wiem tylko co, bo siałam trzy różne takie, hehe, zobaczymy za kilka tygodni :) uściski.
OdpowiedzUsuńfajne są takie niespodzianki :) u mnie już powoli te zielone wyłażące z ziemi zaczynają przypominać jakieś bardziej mi znane roślinki :)
UsuńBardzo lubię podglądać cuda naszej natury i zastanawiać się nad ich sensem.
OdpowiedzUsuńja też :)
UsuńTak, takie małe bardzo cieszy szczególnie jak się samemu wysiało :D
OdpowiedzUsuńto prawda, a od nasionek to dopiero w zasadzie w tym roku miałam szansę, więc cieszy tym bardziej!
UsuńJa wysiałam kilka dni temu ogórki w korytku :)
OdpowiedzUsuńi ... wyłażą już?
Usuń