czwartek, 7 stycznia 2016

różnice temperatur

Jestem taka niedotykalska. Niektórzy mówią - aspołeczna. Rzadko dobrze się czuję wśród ludzi i nie każdy tłum jestem w stanie zaakceptować. Tak mam. Czasem z tym walczę, czasem nie. Sama nie wiem, czy to wada, czy zaleta, więc przestałam się tym przejmować i o tym myśleć. Nie analizuję tych moich stanów, staram się nie generalizować. Ot, zwyczajnie, czasem mi dobrze, czasem nie - jak każdemu.


Ponad trzydzieści lat udało mi się unikać basenów. Powodów było wiele. Generalnie z chwilą, gdy z własnej woli sama poszłam po raz pierwszy na basen, pokonałam jakieś tam swoje małe i większe fobie.
Uznałam, że to zadziwiające.
Mam w tej sferze jeszcze wiele spraw, z którymi muszę się uporać. Ale zasadniczo - i to jest doprawdy zaskakujące - lubię chodzić na basen.


Od około dwóch lat jestem fanką wód termalnych. Póki co byłam jedynie w dwóch miejscach: w Cieplicach i w Uniejowie. Te ostatnie staram się zresztą odwiedzać jak najczęściej, zwykle kilka razy w roku. Najchętniej właśnie zimą, wieczorem.


Co jest w tym fascynującego? Różnice temperatur. Zadziwiająca rzecz w życiu, jak i zimą w termach. Można odczuwać jednocześnie chłód (mróz szczypiący w nos) jak i przyjemne ciepełko, ot choćby w zewnętrznym basenie solankowym.
Jasne, że na swoją kolejkę na bąbelkowym siodełku trzeba niekiedy długo poczekać. Tłum dotyczy także basenów przecież. Ale o dziwo jakoś mi to nie przeszkadza. Mgła parujących kropel całkowicie znieczula mi ośrodki niecierpliwości.


Szyba. Przed nią - 4 stopnie. Za nią znacznie więcej. Temperatura wody 34 stopnie. W budynku jest restauracja, do której wchodzi się w mokrych kostiumach i nawet taki zmarźlak jak ja nie odczuwa chłodu.


Tylko dwie godziny drogi stąd autostradą do gremialnego moczenia tego i owego wśród piszczących dzieciaków, nadąsanych matron, rozochoconych tatuśków i rozbrykanej młodzieży. 
A mimo to jestem taka zadowolona, wymoczona. Wypoczęta. 

Uwielbiam termy.

6 komentarzy:

  1. Jesteś introwertykiem i te stany są naturalne dla Ciebie. Niestety jest to nieakceptowane w społeczeństwie, ale należy przymknąć na to oko ;)

    O, widzę, że odwiedzasz czasem moje okolice :) W Uniejowie jest też piękny zamek oraz sznur alejek wijących się wzdłuż rzeki, do której te wody wpadają za darmo. Obok plaży, w zagajniczku paruje woda, nie trudno to znaleźć.
    Latem lubię się tam zanurzyć, najlepiej w tygodniu i rano, nim rejwach przybędzie. I darmo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajne miasteczko, piękne tereny, dwa lata temu trochę się tam szwędałam
      byłam na wakacjach niedaleko, nad Jeziorskiem
      to też niezłe miejsce

      Usuń
  2. Ha, rozumiem! Ja się do dziś nie przekonałem do basenów. Wychowany nad jeziorami uznaję tylko plaże, najlepiej dzikie, gzie nie ma ludzi (choć tych jest coraz mniej). Pamiętam, jak wybrałem się kiedyś ze starszą kuzynką na łyżwy, na lodowisko. Tłum jeżdżący w kółko w rytm dziwnej muzyki... Dramat. Na łyżwach też uczyłem się jeździć na jeziorze - hektary lodu tylko dla mnie.

    W Uniejowie byłem latem, nie z myślą o termach. Kąpałem się w rzece. Miło, choć tłumy były - uczestniczyłem w kilkudniowej plenerowej imprezie. W te wakacje powtarzam - zlot Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Indian, tipi rozbite na wodą, niby tłum, ale miły, świetni ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. wakacje w przyczepie na ustronnym kampingu
    plaże niestrzeżone, z psami, mewami, ciszą i bez "popcorn, orzeszki, lody!"
    cisza, pustka, my i długo daleko nic

    coraz trudniej tak, ale jeszcze się udaje

    OdpowiedzUsuń
  4. Narobiłaś mi smaku na takie termy :), a nawet na basen. Ciekawe, czy gdzieś w Warszawie takie termy są... Bo kiedyś chętnie bym poszła! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedź do Uniejowa! Autostrada Wolności, zjazd Wartkowice, 15 km i już jesteś na miejscu! Wiem, że Ci się spodoba!

      Usuń

Dziękuję!