niedziela, 25 lipca 2021

lilie


Lato w pełni, ale to dziwne lato. Poprzesuwały się terminy. Coś zakwitło później, coś szybciej, a inne wcale. Zginęło.
Zmęczona już nieźle, choć szczerze powinnam przed sobą przyznać, że w sumie nie wiadomo czym zmęczona, czekam na urlop. Ale on też będzie z wielu powodów dziwny.

Upajam się moim domem, ogródkiem. Sporo czytam, choć nie tak wiele jak bym chciała. Przysiadam na tarasach lub na balkonie, rozmyślam. Jakoś mniej niż zawsze zajmują mnie czynności rękodzielnicze. Pewnie na to przyjdzie czas jesienią lub zimą. 

Trochę się pozmieniało u mnie lub to ja się zmieniłam. Z niepokojem odsuwam od siebie myśl, że w sierpniu trzeba będzie wrócić do pracy. I znów pojawią się wyzwania, podczas gdy jeszcze nie uporałam się ze swoimi demonami.

Na pierwszym zdjęciu biała lilia orientalna. Pierwszy raz w moim ogródku. Miała nie pachnąć, bo nie cierpię zapachu lilii, chociaż bardzo mi się podobają. Pierwsza zakwitła ta różowa, opisana jako azjatycka. Urocza i faktycznie bezzapachowa. A ta biała - niestety! Intensywny zapach niesie się po całej okolicy i z racji otwartych okien czuję go wieczorem nawet w domu. 

Czekam jeszcze na kwitnienie trzeciej. I już się martwię, czy co do niej też opis sprzedawcy się mylił.

piątek, 23 lipca 2021

blog o roślinach


Postanowiłam utworzyć nowy blog, tym razem bardziej o czymś niż o niczym. 
Tematem będą moje rośliny domowe.
W zamierzeniu będzie to rodzaj katalogu dla mnie, ale zainteresowanych serdecznie zapraszam.




sobota, 16 stycznia 2021

Przed się


Czas jakoś rozmywa mi się przed oczami. Niby trwam w zamyśleniu, a zdarzenia niedawne wirują jak płatki śniegu za szybą, a jednak po chwili okazuje się, że jednak niczego w sobie nie poukładałam. 
Nie zaczęłam nawet. Łapię się za kolejne zaangażowania i narzekam potem, jak to nie miałam czasu na to, co rzekomo ważne. 
Kiedyś mówiłam tak o miejscu. Że niby czas bym nawet znalazła, ale nie mam miejsca. Teraz mam. Miejsce. A czas? Wystarczy rzucić resztę, aby trochę go znaleźć. 
A prawda jest taka, że nie potrafię nawet filmu obejrzeć bez niezajętych konkretem dłoni. I tylko wyjątkiem jest czytanie.
Chciałabym na chwilę zatrzymać gonitwę myśli. Wyeliminować myśli o czasie, o jego marnowaniu, konieczności czegoś, o braku, powinnościach i chceniu, które nie jest koniecznością. Chciałabym móc okresowo wyłączać w sobie funkcje bieżących planowań, utyskiwań, babskiego mazgajstwa i mistrzostwa w znajdowaniu wymówek. 
Może w końcu by się udało usiąść na krzywej ławeczce przed wiejską chatą przy drodze lub oprzeć łokcie na poduszce w oknie i patrząc przed się w końcu do czegoś dojść. Nie myśląc zanadto.