Zanim wiosna - trzeba się pomordować. Głównie ze sobą, z myślami, zmęczeniem. Ze wszystkimi tymi detalami, których się w sobie nie dało złagodzić, podleczyć. Wciąż brak równowagi między chęciami, a działaniem. I nadal wzrok tępy od porannych wstawań, szybkich kaw, byle jakich dojść do przystanków. Czasem patrzę jak mi życie na zegarze mija, a ze wskazówek obsypuje się żal. Choć w sumie dobrze mi w tym zatrzymaniu. Zanim wiosna - wszystkie rośliny w domu dopieszczę. Poupycham korzenie w doniczkach, ziemię wzbogacę nowymi wartościami. Wzięły się z tego czekania, sfrunęły ze słów przeczytanych, z wieczornych zwątpień w siebie i ciszy przed świtem. Nie wiem, czy będę gotowa zanim wiosna. Ale przynajmniej smutek mam oswojony.
zapomniany blog bez tytułu
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)