Rzeczywiście, deszcz nie przeszkadza w bieganiu. Nie to, że jakoś specjalnie chciałam sprawdzić, wcale nie. Wstałam o 5:30 jak co drugi dzień. Padało, nawet dość intensywnie. Postanowiłam poczekać i nastawiłam zaczyn drożdżowy na bułeczki z marmoladą. Pomyślałam, że chociaż tyle będzie z tej porannej godziny. Wykonałam gimnastykę rehabilitacyjną, która jest tak nudna, że zwykle trudno mi się do niej zabrać. Potem zagniotłam ciasto i okazało się, że nie pada, a ja mam godzinkę do następnego etapu drożdżówek. Wyszłam zatem. Przed domem zakwitła pierwsza jeżówka, a trening zaczął się przyjemnie. Rześkie powietrze po deszczu, mokra nawierzchnia, ludzie w kurtkach dziwnie patrzyli na mój krótki rękawek, ale wcale nie było mi zimno. Moja słaba kondycja nawet w marszu rozgrzewa mi ciało i zaróżawia twarz, więc już po chwili biegu było mi gorąco jak zawsze. No i zaczęło padać, na szczęście nieznacznie. Pomyślałam, że choćby nawet to bardzo nie zmoknę. Obecni...