Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2013

"Deszczowa noc" Jodi Picoult

„Deszczowa noc” to powieść o miłości, ale szczególnej, takiej do granic pojmowania. Jak u Picoult, historie bohaterów przenikają się ze sobą i chociaż nie mamy tutaj „rozdziałowego” przemieszania narracji, wątek powieściowy nie jest snuty jednotorowo. O tym, że Jamie kochał żonę i ją „zabił z miłości” dowiadujemy się już na początku. Z pozoru wydaje się, że wątek tego zabójstwa/morderstwa/aktu miłosierdzia (u Picoult nic nie jest jednoznaczne) będzie głównym wątkiem powieści. A tymczasem stanowi co prawda pierwszy plan historii, ale najważniejszym tematem powieści nie jest. Jak rozkłada się uczucie w związku? Zawsze stanowi 100% i rzadko rozkłada się równomiernie pomiędzy partnerów. Czasem mąż kocha bardziej, czasem żona, niekiedy te proporcje ulegają zmianie na skutek wydarzeń, jakie rozgrywają się w związku lub poza nim, wywierając jednak wpływ na tak zwane pożycie. Moim zdaniem, a w każdym razie tak właśnie czytałam „Deszczową noc”, główne pytanie powieści brzmi: Co to znaczy k...

Lodowisko

Kilka dni temu jeździłam na łyżwach - cudowna sprawa! Polecam. Ostatnio - rok temu, a przedostatnio - ach! kilkadziesiąt (jak to brzmi!, no ale jednak dwadzieścia kilka) lat temu. W tym roku było mniej traumatycznie. Nie trzymałam się kurczowo band przez pierwsze pół godziny. Dałam sobie pozwolenie na zachwiania, upadki, głupie miny i śpiewne "aaa" przy hamowaniu - zamiast alarmu. W tym roku podeszłam do tego po prostu. Założyłam łyżwy sobie, dzieciom  i śmig! Jedno dziecię jeździ bardzo dobrze, dla drugiego - to był pierwszy raz. Dlatego poprosiłam o pingwinka. W końcu on częściej przebywa na lodzie niż ja. A teraz myślę o tym po swojemu - spoglądając na lodowisko z sufitu. Naprawdę niezła alegoria, bogata symbolika. Nieruchome podłoże, lód, no ale nie ucieka przecież. Nieruchoma ja - w takim sensie, że nic z zewnątrz nie wprowadza we mnie zmian. Oczywiście to ostatnie dotyczy tylko uproszczonej rzeczywistości tafli lodu i tylko pod warunkiem, że nikt akurat na mnie nie w...

Pod sufitem - wiatr

Nie przepadam za wiatrem, nie lubię go, nie cierpię po prostu, żeby nie powiedzieć, że wręcz go nienawidzę. Ale po pierwsze - staram się nie poddawać temu uczuciu. 'Każdy Twój wyrok przyjmę twardy. Przed mocą Twoją się ukorzę. Ale chroń mnie Panie od pogardy. Od nienawiści strzeż mnie Boże.' A po drugie - podobno najpierw trzeba coś kochać, aby to następnie nienawidzić. Ja i wiatr nigdy nie byliśmy w jednej drużynie. 'Czekolada' Joanne Harris, jedna z moich ulubionych powieści, zaczyna się i kończy wiatrem. Rzekomo to on wprowadza zmiany. Żeby uporządkować szafę, najpierw trzeba zrobić bałagan, żeby wprowadzić ład - uprzednio musi być zamieszanie. Rozumiem to i zawsze sobie przypominam, gdy coś dogina mnie do ziemi i próbuje złamać. Każda zmiana to ryzyko, prawda...

Dialogi poranne

Byłam w innym świecie, bardziej mglistym i nieokreślonym. Nie było ani lepiej, ani gorzej. Jakaś część mojej świadomości cieszyła się ciepłem przytulenia, miękkością poduszki, ciszą i zaciemnieniem nieba. Było błogo, jak to bywa niekiedy we śnie, zwłaszcza tym porannym. Trzy budziki po kolei wywoływały mnie w świat, trzy okrutne kombinacje dźwięków, których nie daje się na dłuższą metę ignorować. Wstawałam, przełączałam na drzemkę, wtulałam się w ulatujące z pościeli ciepło - i tak od nowa, i ciągle, aż było już tak późno, że powoli nerwowo. Zerwałam się więc ostatecznie. - Tylko mi nie mów, że to JUŻ. - Dobrze. To JESZCZE. - Kłamczucha!

zapomniałam

Znowu witam dzień rutynowo, jak zawsze. Szybko, szybko, mała kawa z cukrem, z mlekiem, z radiem i zza zziębniętej szyby na parking. Sąsiad skrobie szyby swojego samochodu, nie wiadomo po co, bo i tak znając życie – nigdzie nie pojedzie. Może skrobie dla zasady albo że zawsze tak było? Samo się nie oskrobie, a nawet jak się rozpuści to przecież nie to samo – rozpuszczone, a nie zeskrobane. A to może właśnie ma być zeskrobane, żeby było dobrze? Słońca w szybach wieżowców brak – cóż za odmiana. Zimny blat, na blacie papier śniadaniowy, śmieszne koktajlowe kulki pomidorów. Sklejam kromki beżem masła. Czym posklejać swój dzień? Buzi, buzi i jeszcze buzi, trzask drzwi i kilka schodów, dzień dobry na podwórku i poszukiwanie lewej dłoni przez prawą w rękawach kurtki - taka mufka na miarę naszych czasów, poliestrowa, doraźna, wystarczająca. Dokonuję gimnastycznych cudów, aby nie ulec presji koncentracji na zachowaniu równowagi w tramwaju. Zamiast tego próbuję przyjąć za pewnik, że się nie...

Przymiarki

Lubię przymierzać się do innych, nieznanych mi żyć. Zwiedzam jakieś miejsce, na przykład idę sobie nieznaną ulicą i zastanawiam się, czy mogłabym tu mieszkać, pracować, bywać. Jak by to było urodzić się tutaj, od zawsze przebywać - czy mogłabym czuć się tutaj szczęśliwa? Oglądam i snuję w sobie rozważania, przymierzam się na próbę, która i tak nie ma szansy na realizację. Ale przecież pomyśleć warto, prawda? A gdy czymś się zainteresuję, gdy już postanowię pobyć sobie na przykład przez kilka lekcji adeptem jakiegoś zajęcia, staram się wpasować konwencję, obserwować i działać zgodnie z przyjętymi regułami. Jak już grać w squasha to w squasha, a nie po prostu byle jak odbijać piłeczkę o ścianę w tenisówkach i dżinsach. I nie dyskutuję z trenerem o zasadach gry - staram się je poznać, a nie krytykować od pierwszego treningu. Uważam, że to przejaw szacunku. W każdym razie to właśnie czuję przymierzając się do czegoś dla mnie nowego. Daję sobie czas na zrozumienie. Jeśli nie zrozumiem, ni...