Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2013

lokalnie o żonkilach przez wielkie H

Dziś jest mi smutno nie tylko z mojego powodu. Jest mi smutno tak globalnie, z powodu 19 kwietnia, z powodu mojej obecności w Warszawie i tego, jak niewiele wiem o ulicach, po których czasem chodzę. Ot, taka Karmelicka. Donikąd z niej dojść. Po prostu zwyczajnie zabłądziłam kiedyś od Jana Pawła, szukałam czegoś, spieszyłam się. Dziś wiem, że może to taka ulica od pośpiesznych przejść, ale wtedy spieszyłam się, bo wiał wiatr i wiosna nie do końca jeszcze rozpaliła miasto. Sądzę, że niektóre wiosny nie dają nadziei. Niektóre ulice prędzej rozpalają negatywne emocje niż słońce, niezrozumiałe emocje, takie, dla których brakuje mi przymiotników. Męczy mnie niejednoznaczność postawy niektórych mieszkańców dawnej Warszawy. Męczy mnie, że nawet dzisiaj zaprzeczyć się chce historii, tej trudnej Historii. Nie próbuję zrozumieć, bo nie zrozumiem. Chciałabym poczuć. Chciałabym wiedzieć. Dziwne, że te dawniej płonące ulice, miejsca naznaczone gwiezdnym cierpieniem, to nie moje rejony...

Fault start

Kolory za oknem nie zachęcały do wstania. A jednak, zanim rozdzwoniły się brutalnie budziki, w połowie snu o jakiejś zagmatwanej strukturze, otworzyłam oczy i pomyślałam, że to doskonały pomysł, by ranek rozpocząć inaczej. 5:30. Szkoda czasu na kawę. Gdy poczuję jej aromat, natychmiast przypomnę sobie, że nie jestem w stanie bez niej dojść dalej niż do tramwaju. Zatem tylko założyłam soczewki, zamieniłam piżamę na dresik i dokładnie zawiązałam sznurówki na moich nowych, pierwszych w zasadzie, butach do biegania. Na klatce, zanim zeszłam na dół, obwiązałam sobie nadgarstek lewej ręki czerwoną bandamą, w którą owinęłam klucze do drzwi. Jakoś nie pomyślałam o tym wcześniej, że problemem może nie być wyjść z domu, ale dostać się do środka. Z braku kluczy. A telefon? Jak zabrać telefon? Zawsze rano schodzę z trudem, a teraz zbiegłam po prostu i z ostatniego schodka zeskoczyłam lekko w chłodne miasto. Puste podwórko, ostre powietrze, jeszcze niepozbierane butelki po nocnych spotkaniach...

niepowtarzalność

Znowu za dziesięć siódma, pośpieszna kawa na stojąco w kuchni, budzenie dnia, pakowanie kanapek. Albo ma być pogoda, albo nie, będzie słońce/deszcz albo nie będzie. Nie pamiętam już, co tam dzisiaj akurat mówili. Te same spodnie co wczoraj, a może i przedwczoraj, nie kojarzę jakoś. Niewiele się różnią dni od siebie, tylko popołudniami trochę. Poranki są jednakowe. I buziaczki, i „miłego dnia”, „zadzwoń”, „zadzwonię” i po schodach w dół, ze dwa „dzień dobry” i pierwszy haust jeszcze nie wiosennego albo już trochę wiosennego powietrza. W drodze na przystanek tradycyjnie żałowałam, że nie wstałam wcześniej, nie włożyłam stóp w turkus butów do biegania, nie wchłonęłam porannej porcji Warszawy tuż przed pustoszeniem parkingów sypialnianej dzielnicy. Zamiast tego, jak co dzień, w grupie ludzi znajomych z widzenia, a którym zgodnie z obecnie panującym nie wiedzieć czemu trendem nie mówimy sobie „dzień dobry”, kontemplowałam barierki przystanku w wiecznym remoncie, hipnotyzowały nas zmiany ...

buty do biegania

Kupiłam je. To śmieszne trochę. Takie buty do czegoś. Zwykle miałam po prostu buty, takie dla mnie. A te – są nie tylko przeznaczone na moje stopy, ale też do konkretnej ich działalności. Nadmienię, że to moje drugie buty do czegoś. Te pierwsze buty sportowe są do squasha i … działają! Buty do biegania stoją w dużym pokoju od wczoraj i niezliczona ilość oczek w siateczce, która zapewnić ma moim stopom oddech z każdą mijaną płytką chodnikową, patrzą na mnie pytająco – odważysz się? Nie wiem. Ale posiadanie butów do czegoś jednak zobowiązuje. To bez sensu mścić się akurat na nich, że kiedyś jakieś pantofle mnie zawiodły. To nie fair. Nowe buty – nowa szansa. Nie będę ich zawodzić swoją nieobecnością. Są do biegania, będą biegać. Nie mogę oszukiwać tylu wpatrzonych we mnie ok. I tylko nie mam z kim biegać. To głupie, że sama bardziej się wstydzę, boję. Moje małe demony. To pierwsze, wstyd, pokonam. Kilka barier już przełamałam, np. założyłam sportowy strój i ośmieliłam się ćwiczyć...