Dziś jest mi smutno nie tylko z mojego powodu. Jest mi smutno tak globalnie, z powodu 19 kwietnia, z powodu mojej obecności w Warszawie i tego, jak niewiele wiem o ulicach, po których czasem chodzę. Ot, taka Karmelicka. Donikąd z niej dojść. Po prostu zwyczajnie zabłądziłam kiedyś od Jana Pawła, szukałam czegoś, spieszyłam się. Dziś wiem, że może to taka ulica od pośpiesznych przejść, ale wtedy spieszyłam się, bo wiał wiatr i wiosna nie do końca jeszcze rozpaliła miasto. Sądzę, że niektóre wiosny nie dają nadziei. Niektóre ulice prędzej rozpalają negatywne emocje niż słońce, niezrozumiałe emocje, takie, dla których brakuje mi przymiotników. Męczy mnie niejednoznaczność postawy niektórych mieszkańców dawnej Warszawy. Męczy mnie, że nawet dzisiaj zaprzeczyć się chce historii, tej trudnej Historii. Nie próbuję zrozumieć, bo nie zrozumiem. Chciałabym poczuć. Chciałabym wiedzieć. Dziwne, że te dawniej płonące ulice, miejsca naznaczone gwiezdnym cierpieniem, to nie moje rejony...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)