Niedawno musiałam pojechać do pracy. W zasadzie chodziło tylko o zaświadczenie z kadr, bo jest mi potrzebne do żłobka. Udało się nam bowiem dostać do państwowej placówki, co jest cudem wielkim jak każdy wie. Miejsc jest mało, zapotrzebowanie spore. Bałam się, że się nie uda, bo nie zapisałam małej do żłobka w chwili odebrania jej numeru pesel, jak to wszędzie radzą. A systemy komputerowe są bezwzględne i liczą dokładnie wszelkie te punkty i daty. Nam pewnie pomogła wielodzietność, nie wiem dokładnie, w każdym razie się udało. I nie ma już wymówek - od września wracam do pracy, a nasze życie znowu przewróci się do góry nogami. Trzeba będzie wypracować nowe schematy codzienności, ale nie o to się martwię. Przypomniały mi się wszystkie traumatyczne sytuacje z pracy. Jest już niby inaczej, podobno wiele się zmieniło, wielu ludzi odeszło. Nic nie będzie już takie samo. Ale jednak ręce mi drżały, gdy odbijałam identyfikator, a szklane drzwi rozsunęły się przede mną. Pani portier przy...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)