Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2013

"Żart" Milan Kundera

Ach, ta słowiańska dusza! Młodość wpleciona w dzieje narodu, upodobanie do muzyki, wódki i kobiet, a także to przekonanie o swojej nieujawnionej wyższości, ważności, specjalnym przeznaczeniu indywidualnych losów. A przy tym dystans do własnych zaangażowań – ot choćby do partyjnej zasadniczości, do miłości, której nie daje się szansy objawić, do siebie, gdy trzeba wyrzec się w imię czegoś, w co się już nie wierzy. Tutaj indywidualnie pojmowana sprawiedliwość miesza się nie tylko z zemstą, którą podobno najlepiej wymierzać na zimno, ale także z próbą osiągnięcia jakiejś narodowej, dziejowej sprawiedliwości. A tymczasem krzywda narodu to szereg nieszczęść jego obywateli, w dodatku niezawinionych, ot połączonych luźnym splotem spędzanej w jednym mieście młodości. Coś, co miało być żartem wyrośniętego młokosa, sztuczką, na którą nie złapała się nieco sztywniacka dziewczyna, wtrąca Ludwika w machinę, która losuje dla niego całkowicie odmienny życiorys niż ten, do którego wydawał się być pr...

"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen

„Pożegnanie z Afryką” dla mnie okazało się bardziej przywitaniem. Niektórym wyda się może dziwne, że nie widziałam filmu, nie czytałam wcześniej tej pozycji, chociaż oczywiście - o jednym i o drugim całkiem sporo słyszałam. Z grubsza znana mi też była biografia autorki, ot - tyle tylko, ile potrzeba, by nadać dziełu etykietkę „na faktach autentycznych”. Czasem to zachęca odbiorcę, mnie raczej odrzuca. Pewnie dlatego tyle lat zajęła mi decyzja o przeczytaniu książki. To nie jest pożegnanie z czymś egzotycznym. Może dla ludzi nie do końca wkręconych w temat Afryka i zamieszkanie gdzieś w jej przestrzeni wydaje się jakąś obcą ideą, nowością, odwagą. Pożegnanie byłoby zatem w tej konwencji powrotem do europejskiej normalności. Lecz ja czytałam to inaczej, jak opowieść o zakończeniu pewnego rozdziału w życiu, odejściu z domu wymuszonym przez okoliczności, koniecznej zmianie statusu. Spokojna narracja utrzymana w stylu niespiesznej opowieści metodycznie wprowadza czytelnika w świat kobiet...

nalewka z aronii wieczorową porą w połowie października

Jak wygląda wieczór? Cóż, raczę się naleweczką z aronii. Pyszna, domowa, słodziutka - niebo w gębie! I pomyśleć, że nie doceniałam takich specjałów... Głupia byłam. Nie ma nic lepszego po całym dniu, zabieganym, rozedrganym tysiącem ważnych i mniej ważnych spraw i sprawek. Cisza w domu, co prawda pora dosyć późnawa i długo raczyć się nie mogę, bo to jednak poniedziałek i do weekendu daleko, ale tych kilka minut doprawdy warto świadomie zaliczyć do plusów. Chociaż siedzę samotnie. Na balkon podeszła już noc, wilgotna i lekko wietrzna. Zaczynam jak co jesień czuć wyraźnie, że mam gardło, a rankami jakoś gorzej się wstaje niż latem, ale mimo wszystko przecież nie jest zupełnie bez sensu. Znalazłam kilka nowych spraw w tym roku do załatwienia, a czas przeznaczył dla mnie kilka nowych wzruszeń do przemyśleń. Będę się z nimi rozprawiać jesienią, może zimą nawet. Ta nalewka - cudo! - rozgrzewa mi nie tylko ciało, ale i ducha jakby. Mocna czerwień napełnia mnie optymizmem, podnosi nastrój. T...

czy jestem? jestem

Czy jestem tu? Jestem. Wpadałam zresztą czasem oglądać pustkę. Znudziło mi się. Ale nie będzie deklaracji, obietnic, planów. Może się uda zbudować coś znowu, może nie. Generalnie lubię zaczynać od jesieni. Przyznam się, że straciłam pomysł, zapomniałam, jak to miało być. Zdaje się, że słowa same, bez obrazów, bez kolorów, a wszystkie wydumane z sufitu, moje z głębi, ale tak, aby nikt się nie poznał, że ja to ja. Pogubiłam się w moich ja. Teraz nie wiem, które mieszka pod sufitem, które spogląda spod oka, które trzyma ręce na klawiaturze i czyje myśli pisze. Ale słowo to zawsze kreacja, więc proszę mnie w pełni nie utożsamiać. Może będzie częściej, bo w torebce zamieszkał mi taki pomocnik smart. Ułatwia mi kilka spraw. Może się da, aby i blogiem się zajął. Póki co szukam „apki” na czytanie Was. Jest jakiś smart czytnik blogów? Ktoś poleca, zna?