piątek, 7 lutego 2020

choroba


Dostałam zwolnienie 4 dni na córkę, bo przeziębiona. Zostawić w domu, w cieple przetrzymać, niech wypoczywa i dużo pije takich napojów, jak lubi. No wiem, wiem, to mówił pediatra i zalecenia dla trzylatki, ale szczerze - wzięłam jak do siebie.

Mój "dorosły" świat zdziwniał. Przestało się liczyć doświadczenie, spokój, zdrowy osąd. Jest arogancja, dziki pęd i to, jak skutecznie słownie zmiażdżyć publicznie czyjeś mniej mocne strony. Łzy na damskich dojrzałych policzkach wywołują satysfakcję karierowiczów, że oto się udało udowodnić swoje chore tezy.
Dobrze, że mnie przy tym nie było. Akurat pomagałam zasmarkanej trzylatce przyklejać w zeszycie przygód Okruszka naklejki do wspólnej opowieści. Cudowne, że można czytać razem, ja - literki, ona - obrazki.
Nie mogę uwierzyć, że już piątek, że szybko minęło i będę musiała w poniedziałek dobrowolnie wpaść w korporacyjne tryby, wdziać żakiet jak pancerz od obelg, przypudrować twarz przed nieszczerością i koniecznie umalować oczy niewodoodpornym tuszem. Zwykle to skutecznie powstrzymuje mnie od płaczu.