Lubię deszcz. Łagodny środek uspokajający. Oddycham w rytm kropel, a wilgoć przenika wgłąb myśli i spowalnia reakcje. Na deszcz nie chce się wybiec wzburzonym, bez płaszcza, parasola i kluczy. Gdy pada deszcz - drzwi zamykają się łagodniej, a kroki ostrożniej ślizgają się po liściach. I nawet pies najchętniej nie wychodziłby rano, tylko później może trochę. Najlepiej w taki deszcz ukryć się w swetrze kolorowym i wewnętrzny chłód barwić sokiem z malin. Albo zająć się czarowaniem: ziół - w aromaty pieczonych dań, nitek - w ściągacze wełnianych dziecięcych skarpet, słów - w szczere wyznania. Że tak nam dobrze razem budzić się każdego dnia, że pada deszcz, że nie pada...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)