Bezlitosny żandarm obudził ją o 7:00, ale już o 7:10 nie była w stanie pojąć, dlaczego napięcie w głosie oprawcy sięga zenitu i bredzi coś o rzekomych obietnicach dotyczących bezproblemowego wstawania i o niespóźnianiu się. Ubrała się, owszem, jak najwolniej się dało, zakładając i ściągając kolejne sztuki bielizny w takt nawoływań z kuchni o konieczności pośpiechu. Nowe spodnie oceniła jako beznadziejne, więc jak już żandarm uznał, że dobrze nocą dopasował gumkę w pasie, zdjęła je szybko i w samych majtkach usiadła do śniadania. Koszmar. Nie wiedzieć czemu ten gest rozwścieczył żandarma, który bezwzględnym gestem wskazującym drzwi odesłał ją do pokoju. Więc usiadła sobie na krześle i wpatrywała się w ścianę, nie zakładając spodni, bo – wiadomo – beznadziejne nowe beżowe sztruksy z koszmarną ciepłą flanelową podszewką uwłaczają jej godności i bez walki ich nie założy. To okrucieństwo, że żandarm upiera się przy ciepłych spodniach o tej porze roku, wyznaczając je jako alternatywę dla ...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)