sobota, 16 stycznia 2021

Przed się


Czas jakoś rozmywa mi się przed oczami. Niby trwam w zamyśleniu, a zdarzenia niedawne wirują jak płatki śniegu za szybą, a jednak po chwili okazuje się, że jednak niczego w sobie nie poukładałam. 
Nie zaczęłam nawet. Łapię się za kolejne zaangażowania i narzekam potem, jak to nie miałam czasu na to, co rzekomo ważne. 
Kiedyś mówiłam tak o miejscu. Że niby czas bym nawet znalazła, ale nie mam miejsca. Teraz mam. Miejsce. A czas? Wystarczy rzucić resztę, aby trochę go znaleźć. 
A prawda jest taka, że nie potrafię nawet filmu obejrzeć bez niezajętych konkretem dłoni. I tylko wyjątkiem jest czytanie.
Chciałabym na chwilę zatrzymać gonitwę myśli. Wyeliminować myśli o czasie, o jego marnowaniu, konieczności czegoś, o braku, powinnościach i chceniu, które nie jest koniecznością. Chciałabym móc okresowo wyłączać w sobie funkcje bieżących planowań, utyskiwań, babskiego mazgajstwa i mistrzostwa w znajdowaniu wymówek. 
Może w końcu by się udało usiąść na krzywej ławeczce przed wiejską chatą przy drodze lub oprzeć łokcie na poduszce w oknie i patrząc przed się w końcu do czegoś dojść. Nie myśląc zanadto.