Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2021

gloksynie

Lato minęło. I znowu jakoś żal, że za szybko, że za mało było leniwych poranków na balkonie ze słońcem i wieczorów z książką na tarasie.  Pomidory w słoikach, wrzosy zaognione i znowu zaczęła się przedszkolna i szkolna nerwowość.  Nic na to nie poradzę, że przejście lata w jesień to dla mnie zawsze czas podsumowań. Mam tak od dziecka. Jakby rok szkolny wyznaczał mi rytm. Jednak teraz jestem skłonna doszukiwać się w tym fakcie nie tyle synchronizacji z czasem szkolnym, co prostej zależności na linii przeżyte - pomyślane.  Jesień to czas podsumowań, co się do tej pory nazbierało. Gdzie się było, co przeżyło, co się popsuło, co udało.  I jednocześnie czas na decyzje - co dalej. Jak zmienić siebie i jak kształtować dalszy swój czas, aby być w zgodzie ze sobą, wykorzystać nazbierane doświadczenia, przemyśleć obrany kierunek.

powroty

Fajnie się wraca do domu z wyjazdu. Co prawda zawsze jest trochę frustracji, dużo prania i kilka strat w roślinach domowych, ale też mimo wszystko jest radość. Można docenić, co się ma, to swoje obecne miejsce na ziemi, choć też tymczasowe.  Ogródek powitał mnie żądaniem natychmiastowego koszenia oraz nową lilią, piękną, choć niestety też pachnącą. A ja nie lubię tego zapachu. Ogarniam straty. Zbieram plony. Zrobiłam wczoraj pierwsze w swoim życiu słoiczki własnych pomidorków koktajlowych. Ciekawe, czy okażą się smaczne. Nigdy takich nie jadłam. Zastanawiam się jeszcze nad kiszonymi pomidorkami, bo podobno też można.  Oprócz tego mam jeszcze kilka spraw do ogarnięcia. Ale zamierzam też zwyczajnie poleniuchować. 

kabaczek

Czasem czuję się w życiu jak ten kabaczek wśród kwiatów. Wcale nie został tutaj posadzony. Od frontu domu, wśród kolorowych piękności, sam się wysiał, zawładnął przestrzeń i korzysta ze słońca,  ktorego tutaj najwięcej.  Przez swoją inność wygląda tak egzotycznie, prawda? A to zwykły kabaczek, nie żaden filodendron z lasów deszczowych, choć trochę mi go przypomina. Myślę sobie, że nie ma znaczenia nasze powołanie, zwyczajność, pozory wegetacji. Nawet otoczenie nie zawsze jest tak ważne, bo udaje się niektórym pozostawać sobą w obcym środowisku. Choć pewnie łatwo nie jest, a kpina innych, oskarżenia,  mogą zaburzyć rozwój zgodny z gatunkiem.  Nie wiedzieć czemu czasem kabaczek wyrasta koło godecji oraz petunii i zamiast się dziwić, krytykować, przesadzać - warto pozwolić mu rosnąć.  Mnie wzrusza jego użyteczność, prozaiczność, bycie warzywem, a nie kwiatem, przeznaczenie na stół, a nie do wazonu, trawienie, a nie kontemplacja. I zatrzymuje mnie w zach...

lilie

Lato w pełni, ale to dziwne lato. Poprzesuwały się terminy. Coś zakwitło później, coś szybciej, a inne wcale. Zginęło. Zmęczona już nieźle, choć szczerze powinnam przed sobą przyznać, że w sumie nie wiadomo czym zmęczona, czekam na urlop. Ale on też będzie z wielu powodów dziwny. Upajam się moim domem, ogródkiem. Sporo czytam, choć nie tak wiele jak bym chciała. Przysiadam na tarasach lub na balkonie, rozmyślam. Jakoś mniej niż zawsze zajmują mnie czynności rękodzielnicze. Pewnie na to przyjdzie czas jesienią lub zimą.  Trochę się pozmieniało u mnie lub to ja się zmieniłam. Z niepokojem odsuwam od siebie myśl, że w sierpniu trzeba będzie wrócić do pracy. I znów pojawią się wyzwania, podczas gdy jeszcze nie uporałam się ze swoimi demonami. Na pierwszym zdjęciu biała lilia orientalna. Pierwszy raz w moim ogródku. Miała nie pachnąć, bo nie cierpię zapachu lilii, chociaż bardzo mi się podobają. Pierwsza zakwitła ta różowa, opisana jako azjatycka. Urocza i faktycznie bezzapa...

Przed się

Czas jakoś rozmywa mi się przed oczami. Niby trwam w zamyśleniu, a zdarzenia niedawne wirują jak płatki śniegu za szybą, a jednak po chwili okazuje się, że jednak niczego w sobie nie poukładałam.  Nie zaczęłam nawet. Łapię się za kolejne zaangażowania i narzekam potem, jak to nie miałam czasu na to, co rzekomo ważne.  Kiedyś mówiłam tak o miejscu. Że niby czas bym nawet znalazła, ale nie mam miejsca. Teraz mam. Miejsce. A czas? Wystarczy rzucić resztę, aby trochę go znaleźć.  A prawda jest taka, że nie potrafię nawet filmu obejrzeć bez niezajętych konkretem dłoni. I tylko wyjątkiem jest czytanie. Chciałabym na chwilę zatrzymać gonitwę myśli. Wyeliminować myśli o czasie, o jego marnowaniu, konieczności czegoś, o braku, powinnościach i chceniu, które nie jest koniecznością. Chciałabym móc okresowo wyłączać w sobie funkcje bieżących planowań, utyskiwań, babskiego mazgajstwa i mistrzostwa w znajdowaniu wymówek.  Może w końcu by się udało usiąść na krzywej ławeczce przed ...