Oczywiście, gdy to piszę, sezon na dynie już minął. Ale dzięki temu, że zaczął się sezon na jesienno - zimowe chorowanie mam w ogóle czas pomyśleć, o jak wielu rzeczach nie napisałam na blogu, a chciałam. W ogóle zaczynam patrzeć na infekcje własne jak na okazję do zatrzymania się na bocznej stacji w oczekiwaniu na mocno opóźniony pociąg do zwyczajności. Siedzę w domu, jeszcze sama, ale sądząc po nasilających się objawach jutro już może będę miała kilkuletnie towarzystwo, a wtedy zapomnę o tym swoim pożałowania godnym zapaleniu zatok i skoncentruję się na wycieraniu innego nosa i pilnowaniu innych lekarstw niż mój antybiotyk. Na zdjęciach wspomnienie początku jesieni. Oraz czapka z dropsa, wykonana zgodnie z zaleceniami producenta oraz z ich włóczki. Wszystko bardzo polecam, bo wdzięczne, sezonowe i zabawne.
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)