Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

mama gondolowa

Jestem obecnie codzienną bywalczynią parku. Szwędam się alejkami, skradam ukradkiem. Wymieniam spojrzenia niedospanych oczu z innymi gondolami. Pozdrawiamy się chodem nieśpiesznym, drżeniem dłoni, niepokojem wszytym już na stałe w załzawione tęczówki. Nie gadamy. Nie ma o czym. Historia każdej z nas jest urzekająca i każdy by się wzruszył. Ale nam od tego już niedobrze, od wspominania. Spacerówki - to co innego. Etap socjalizacji. Można, z tego co pamiętam, bezpiecznie zająć się schematem żywienia, wydalaniem, rozmiarami śmiesznych ciuszków czy patentami na kolejne pięć minut zabawy.  Ale teraz? Gadać nie ma po co. Każda najchętniej by została w domu, jeszcze na chwilę zasnęła, przysiadła, zapomniała. A tu trzeba do przodu i pchać, pchać, nie przysiadać. Nie mam czasu czytać ani pisać. Jeśli nie karmię to śpię, dom ogarniam, gotuję. Prowadzę pozory życia mamy starszych dzieci, słucham, lekcje sprawdzam, obserwuję snujące się plany na przyszłość. I czas mi się jednocześnie...