Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2018

biedronka, która mi zwiała

Na 38 piętro bardzo rzadko dolatują gołębie, ale widziałam na szybie biedronkę. Trudno było, niezręcznie tak podczas szkolenia wyjąć aparat i robić jej zdjęcia. Więc tylko na nią patrzyłam.  W swoim biedronkowym stylu łaziła sobie po szybie, chyba nieświadoma wysokości. Może na niej nie robi wielkość takiego wrażenia jak na mnie. Nie spieszyła się. Nawet sobie przystanęła, chociaż co to za stabilność na gładkiej powierzchni prostopadłej do poziomego betonu poniżej? W każdym razie w niej strachu nie było. Rozłożyła te swoje żenująco mikroskopijne w tym ogromie skrzydełka i z gracją rzuciła się w miejską przepaść.  Gapiłam się trzy dni.  Ja tak nie fruwam. 

ogródek we mnie

Dobrze jest czasem się zatrzymać w pół kroku, choćby przy oknie, z firanką niedosłoniętą, nad pozostawionym  na parapecie kurzem. Kilka minut, jeśli można nie biec dalej, jeśli dane jest wniknąć pod powierzchnię rzeczywistości. Darowany tydzień w domu za dnia, marudne kilka dni z termometrem, inhalacjami, drzemkami przerywanymi szlochem i nocą z wiecznie zapaloną lampką na parapecie. Nie, nie, wcale się nie skarżę. To życie, jestem już nauczona, żłobek, jesień, infekcje - norma. Nie zadaję niepotrzebnych pytań. Zwyczajnie - dziękuję. Że mam dla kogo być zmęczona i dla kogo wstawać w nocy. Że raczej uda się bez antybiotyku. Że raczej nie wyrzucą mnie z pracy za te kilka dni zwolnienia. Że mimo wszystko znalazłam kilka chwil dla siebie na przemyślenia. Jest we mnie jeszcze kilka kolorów, niespodziewanych niekiedy. Nie jestem wiecznie zielona, ale już przeklęta życiowa mądrość podbarwiła mi radość fioletem, różowym niekiedy. Czy tak łatwiej znosić cierpienie to nie wiem, ale pr...

dostęp

Och, jesień, dobrze, że mnie dopadasz. W kilkusekundowych odcinkach przebudzeń w ciągu biurowych niedorzeczności i błahostek zwykłych wtorków, czy tam śród, piątków, z trudem uświadamiam sobie sens zarumienionych liści, zabłąkanych na polach mgieł pod lasem i tego jak mnie zmierzch odprowadza do domu z autobusu. Po wyjściu z kontrolowanej kompozycji betonu, szkła i drewnopochodnego laminatu, dokąd podwieszone pod sufitem systemy industrialnych urządzeń tłoczą gaz ponoć w właściwej proporcji do utrzymania naszych wstydliwych fizjologii, pierwszy oddech na warszawskiej ulicy w samym centrum tego lokalnego wszechświata nieodmiennie smakuje nostalgią. Zabroniono nam otwierać okna, a naszą krnąbrność ukarano zabierając klamki. Codziennie nie zdążam obejrzeć fioletowych liści krzewu z ogródka, ...

Czas

Jestem taka bezradna wobec czasu. On jest taki nieuchwytny, wszędobylski. Potwierdza każdą wymówkę, tłumaczy większość rozleniwień. Chciałabym kiedyś spróbować bez niego uzasadniać swoje wybory. Póki co nie mam odwagi. Tak jest zwyczajnie prościej. Nie mam czasu: posiedzieć wieczorem w kocu w ogrodzie, skończyć skarpetkę na drutach, pojechać z córką do kina, rozprawić się z przeczytaną wczoraj książką, nałożyć maseczkę na twarz, przesadzić chyba już z tuzin kwiatków, przyciąć trawę, skrócić ze dwie pary spodni, upiec jakieś nowe ciasto, posprzątać w szafie, odłożyć ubrania do oddania, posprzątać na strychu, posadzić cebule, w niebo popatrzeć bez powodu, śpiewać w wannie i w ciszy odpowiedzieć sobie na wszystkie te n...