Zrobiłam to celowo – zaraz po „Głosie serca” z 1992 r. przeczytałam właśnie „Pół życia” z 2012 r. Najpierw debiut i zaraz potem - jedna z najnowszych książek. Lubię tak robić, gdy poznaję twórczość dopiero odkrytego autora. Chcę wiedzieć, skąd startujemy i dokąd póki co doszliśmy, a twórcze dojrzewanie, czyli cały „bolesny” środek, etapy kształtowania się głosu autora, jego stylu i wybór przez niego tematów, zostawiam sobie na deser. Nie ma po co zmieniać schematu, który działa. W zasadzie „schemat” to złe słowo, chodzi bardziej o metodę prezentacji, sposób na wciągnięcie czytelnika w wir opowiadanej historii. W powieściach Jodi rzeka fabuły nie płynie jednym korytem. Mamy możliwość zwiedzać wszelkie meandry historii, mamy okazję oglądać tę literacką rzekę z pozycji głównych bohaterów, z każdej strony po kolei. Nie ma wszechwiedzącego narratora, który określa, co jest prawdą w świecie przedstawionym. Głos zabierają bezpośrednio bohaterowie, dlatego pytanie o prawdę nigdy nie pada. Bo...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)