Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2013

"Pół życia" Jodi Picoult

Zrobiłam to celowo – zaraz po „Głosie serca” z 1992 r. przeczytałam właśnie „Pół życia” z 2012 r. Najpierw debiut i zaraz potem - jedna z najnowszych książek. Lubię tak robić, gdy poznaję twórczość dopiero odkrytego autora. Chcę wiedzieć, skąd startujemy i dokąd póki co doszliśmy, a twórcze dojrzewanie, czyli cały „bolesny” środek, etapy kształtowania się głosu autora, jego stylu i wybór przez niego tematów, zostawiam sobie na deser. Nie ma po co zmieniać schematu, który działa. W zasadzie „schemat” to złe słowo, chodzi bardziej o metodę prezentacji, sposób na wciągnięcie czytelnika w wir opowiadanej historii. W powieściach Jodi rzeka fabuły nie płynie jednym korytem. Mamy możliwość zwiedzać wszelkie meandry historii, mamy okazję oglądać tę literacką rzekę z pozycji głównych bohaterów, z każdej strony po kolei. Nie ma wszechwiedzącego narratora, który określa, co jest prawdą w świecie przedstawionym. Głos zabierają bezpośrednio bohaterowie, dlatego pytanie o prawdę nigdy nie pada. Bo...

Marzenia na weekend

Wyjeżdżam na weekend - takie mam plany. Niedaleko, zaledwie dwieście parę kilometrów, nie na długo - tylko jedną noc. Na trochę. Będziemy mieli na wyłączność pilota do telewizora, a wieczorem nie będę przygotowywała kolacji. Gdybyśmy mieli taki kaprys - możemy zaspać na śniadanie, którego - to ważne! - nie będę ja przygotowywała. W planach mam też sobotnie zwiedzanie po trasie, basen i saunę w  hotelu, kieliszek wina po kolacji. Wszystko, by poczuć się wyjątkowo, poprzebaczać sobie za dalekie dyskusje, zbyt kolczaste słowa, oczy nagle odkochane, ogarnięte szałem wytykania wzajemnych błędów, wielokrotne odwracanie się do ściany, wzruszanie ramionami. Może nasze stopy spotkają się w jacuzzi i mały palec wybaczy drugiemu swoją dużą ignorancję i wszyst...

"Przyjaciółka z młodości" Alice Munro

Przyznam, że mam problem z tą pozycją, taki rodem z Gombrowicza. Bo jak ma zachwycać, jak ... no właśnie – nie bardzo zachwyca, choć czuję, że powinno. "Przyjaciółka z młodości" to zbiór dziesięciu opowiadań, całkiem zgrabnie napisanych, miejscami wciągających, z wyrazistymi bohaterami, nietuzinkowymi emocjami, ściśle osadzonych w określonych realiach, rzeczywistych i prawdopodobnych. Czytając ma się jednak wrażenie, że są one wspomnieniami o osobach niegdyś znanych bardziej. Cały czas miałam takie odczucie, jakbym trzymała w dłoniach pudełko zdjęte właśnie z szafy, przewiązane zakurzoną wstążką, tylko symbolicznie broniące dostępu do dziesięciu fotografii. Podobne opowiadania snują się same podczas oglądania zdjęć z młodości, gdzie wspomnienie przeszłości miesza się z wiedzą o tym, co się stało z bohaterami później. Gdy się dostatecznie długo przytrzyma zdjęcie w dłoni, oprócz ogarniającej nas zadumy, dostrzeżemy wyraźnie uchwycone w kadrze detale. Zatem obejrzałam te ...

naszyjnik powagi

Siedzę w pracy za monitorami, nad bardzo ważnymi dokumentami, niby skupiona, znudzona lekko, trochę głodna i jakby trochę myślami już w domu w kuchni, z wypakowanymi zakupami, nad garnkami. Ale póki co czytam i zmuszam się do pracy. W pokoju półmrok, bo za oknem ciemnawo. Na każdym biurku lampka, stukają klawiatury, rolują się wałeczki myszek po elektronicznych dokumentach, ołówki komentują nieśmiało co trudniejsze akapity na papierach. Wszyscy jesteśmy tacy poważni, skupieni. Jeśli rozmawiamy to zwykle na temat, jeśli coś roztrząsamy to tylko merytorycznie. Mało jest czasu na cokolwiek innego, choć czasem się zdarza. Lecz teraz siedzimy i niemal widać jak nam mózgi parują i dym idzie z komputerów. Każdy ma ważną sprawę do rozstrzygnięcia, opiniowania, napisania. Koleżanka zaczyna coś mówić, tak mimochodem i całkiem nie a'propos, że przerywa nagle nie czekając na koniec zdania, w zasadzie – w połowie wyrazu. I tak to śmiesznie wychodzi, absurdalnie, irracjonalnie, lecz tak ludzko...

"Druga miłość" Anita Shreve

Wyobrażam sobie, że można na tę powieść popatrzeć jak na leniwie opowiedzianą nudną historię pewnego ślubu, który odbywa się w pensjonacie w obecności kolegów i koleżanek sprzed lat. On, Pan Młody, zostawił żonę, ona, Panna Młoda, ma raka i może ze dwa lata życia przed sobą. Blisko 30 lat temu omal nie ślubowali sobie miłości. Wtedy nie wyszło. Potem każde miało swoje życie, które doprowadziło ich do szkolnego zjazdu. Wróciły wspomnienia, pojawił się żal o stracone lata, a także – brawura, naiwność, odwaga? - by zmienić decyzję sprzed lat i niebycie razem zamienić na bycie. Nieprzypadkowo napisałam "naiwność". Jeden z bohaterów wypowiedział następujące zdanie: "Nigdy nie poznamy tego, co się nam nie zdarzyło". Zatem nowe razem nie jest wcale powrotem do tamtego czasu, niczego nie naprawi, nie wykreśli przecież zdarzeń pomiędzy spotkaniami.Pewnie też nie mogłoby się zdarzyć z miliona powodów, gdyby coś kiedyś przypadkiem o mały włos... Ktoś, kogo nigdy nie zaskoc...

"Głos serca" Jodi Picoult

To pierwsza powieść tej autorki, po którą sięgnęłam i na pewno nie ostatnia. Ciekawa lektura, także pod względem literackim. Sama fabuła w zasadzie jest banalna. Mamy małżeństwo i ich piętnastoletnią córkę. Oliver jest bardzo znanym naukowcem, badającym wieloryby. Jane jest żyjącą w jego cieniu żoną, z tak zwaną mroczną przeszłością, naznaczoną rodzinną tajemnicą. Córka Rebeka jest dla niej całym światem. Wszystkie emocje między nimi rozrysowane są w najdrobniejszych szczegółach, poddane analizie, prześwietlone niemal. Nie jest zatem trudno przewidzieć, że oto Jane przełamuje istniejący rodzinny układ. To nie jest zwykła powieść drogi i historia dojrzewania kobiety, przy czym przy okazji warto podkreślić, że bynajmniej nie chodzi o zmiany zachodzące w Rebece, ale Jane. To także nie zwykły romans, nawet w dwóch wariantach, ani nie opowieść o różnych wariantach miłości. Wszystko po trochu. Narracja jest ciekawa, pierwszoosobowa, ale z pięciu perspektyw, bo wypowiadają się wszyscy ...

czarny sweter

Czarny sweter, golf, niedopasowany w talii, standardowy w ramionach i dodatkowo nieprzyjemnie sztuczny, bo w 100% z akrylu – już do mnie nie pasuje. Ten maszynowo wykonany kamuflaż, bezpieczny, bo niezauważalny mundurek już mnie nie wyraża, nie uosabia "mojej indywidualności i wiary w wolność jednostki". Sprawdziłam. Pół liceum przechodziłam w czymś takim i zawsze czułam się w nim niewidzialna, taka sama, jednakowa. Wtedy miałam taką potrzebę widocznie, bo wcześniej, pamiętam, często słyszałam, że jestem dziwna. Nie chciałam być wyjątkowa, chciałam swetrem realizować pierwotną potrzebę przynależności do stada. Połowicznie się udało, ale potem, jak to zwykle bywa – przeszło mi i zaczęłam się wyodrębniać, różnicować, kolorować swetry i nosić na szyi przyklejone do sznurka włoskie orzechy. A co! Czarny sweter jest moim prywatnym symbolem tamtego trudnego okresu, etapu, z którym jeszcze się przed sobą nie rozprawiłam. Ten licealny egzemplarz został zniszczony albo oddany,...

nie warto jesienią zdejmować skarpetek

Dopadło mnie tak zwane życie. Oczywiście nie zadzwoniło kulturalnie z informacją, że właśnie szykuje zmiany i będzie jakoś inaczej i warto by się na to przygotować. Po prostu - dup i stało się. Spadły liście z jarzębin pod blokiem, ciepła kurtka wypełzła z szafy, zabolało gardło, zawiało październikiem, listopadem i zamiast na spacer wstąpiłam do apteki po jakieś wspomagacze. Jakoś inaczej wyglądają poranki, trudniej dojechać do pracy i nie jest już tak zupełnie bezstresowo, na luzie i przyjemnie. Gumka od rajtuzowych stopek za ciasno oplatała mi kostki i aby pozbyć się napuchniętej obrączki cały dzień siedziałam w balerinkach na bose stopy. Cóż, poszło w chusteczki, kasłałam na monitory i termometr pokazywał przez jakiś czas wyższe rejestry. Może trzeba było jednak nie zdejmować tych skarpetek... Odpuściłam kilka ćwiczeń - musiałam. Poleniuchowałam nad książkami lub po prostu przy zgaszonym świetle popołudniami, bo choć nikłe i tak jakoś raziło. Poszwędałam się po cmentarzach, podpat...

"Ja, Klaudiusz" Robert Graves

Powieść historyczna, chociaż czyta się jak niezłą obyczajówkę, tylko imiona inne i zwyczaje cokolwiek barbarzyńskie, za to jakie - cesarskie! W powieści jak to w dobrej powieści, uznanej wielokrotnie zresztą na pozycję szczególnie godną uwagi - jest wiele płaszczyzn, które nadają się do wnikliwej analizy. Można zatem popatrzeć sobie na tę powieść tradycyjnie jak na wspomnienia formie pamiętnika spisane przez członka rodziny cesarskiej, a że okazuje się on wnikliwym obserwatorem swoich czasów to naprawdę sporo można się dowiedzieć o słabościach jego rod. Historycy znajdą wiele smaczków, bo tak zwane tło nie jest mgliste, ale przekonująco wyraźne i sięga daleko poza cesarską dynastię. Na przykład nienazwane wprost straszy po kątach widmo nadciągającego chrześcijaństwa. Druga płaszczyzna to oczywiście postać głównego bohatera i konwencja „nieudanego” chorowitego dziecka odrzucanego przez własnych bliskich, później niedocenianego historyka oraz oczywiście kolejne literackie wcielenie i...