Mam tyle zaległości! Siedzę zatem spokojnie i korzystam z tych około 60, może więcej, minut południowej drzemki mojego chorowitka. Nagrzewam plecy w słońcu zza szyby. Otumaniam mózg trzecią dzisiaj dawką kofeiny. Pilnuję, by nie zakładać nogi na nogę i od czasu do czasu wyprostować plecy. Powinnam to, powinnam tamto. Wiele rzeczy. Ale w zasadzie się cieszę, że moje życie nie toczy się torem ustalonym. Jestem wdzięczna za każde życiowe spóźnienie, zboczenie z toru, zaniedbanie obowiązku, odpuszczenie sobie. Gdybym zawsze robiła to, co powinnam, byłabym ... nudna i w gruncie rzeczy nieprzygotowana do życia. A tak jestem tylko niegotowa na utarte zwyczaje, na małostkowe "powinnaś" i "trzeba by", a nawet "warto". Jestem zabawnie kreatywna, jeśli chodzi o radzenie sobie w codzienności skrojonej dla mnie jakby z za małego skrawka wieczności. Malowniczo poustawiane brudne naczynia, trzeszcząca pośniadaniowa podłoga w kuchni, bogactwo materii zgro...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)