Jak to dobrze, że nie robiłam postanowień na Nowy Rok! Zwykle było coś o intensywnej nauce angielskiego, porządkach w szafie oraz ogólnowłasnej miłości do ludzi i innych stworzeń ludziopodobnych. Całe szczęście! Teraz, właśnie 5 stycznia, miałabym mega wyrzuty sumienia, że znowu się nie udaje. Ani jedna godzina Nowego Roku nie towarzyszyła mi przy uzupełnianiu ćwiczeń w bardzo obcym języku. Moje ręce ani razu nie sięgnęły do szafy głębiej niż po dżinsy i koszulę do pracy - no, żelazko stoi głębiej, więc po nie jednak sięgnęłam. Oraz po deskę rzecz jasna - taki pakiecik. Co do miłości do ludzi, dużym sukcesem jest moim zdaniem, jeśli uda mi się znosić ich działania lub w niektórych przypadkach choćby milczącą obecność w moim pobliżu bez komentarza. Takiego w myślach. Sukces pracy nad sobą z lat ubiegłych, wymagający zresztą powtórki, bo ostatnio coś szwankuje. Gdy już zjadliwa uwaga ciśnie mi się na myśli i włącza się analizator krytyczny, ostatkiem sił władczych wydaję sobie jak p...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)