środa, 29 maja 2019

kwiaty

Fiołki mam od dawna. Pierwsze dostałam od kolegi na urodziny. Eleganckie, granatowe pączki i rozwinięte już kwiaty z zabawnym złocistym środkiem, soczysta zieleń prosto z kwiaciarni. Skończyłam wtedy kilkanaście lat, pewnie około 12. Wszyscy wiedzieli, że kocham książki. Dostałam jeszcze wtedy maskotki, artykuły papiernicze, wszystko, co udało się załatwić. Takie czasy.

To były pierwsze kwiaty, jakie dostałam w życiu, pierwsze z kwiaciarni, a nie w formie szczepki od sąsiadki, pierwsze od chłopaka. Pamiętam, że zatrzymały mnie w przedpokoju, w półkroku między zabawą a pasją. Oniemiałam. Byłam zachwycona.

Kolega pewnie dziś już tego nie pamięta, chociaż chyba zapytam przy okazji, z ciekawości. Różne rzeczy między nami mogły się wydarzyć, o mały włos, a jednak się nie stały. Czasem nas bierze na wspominki, jakimś podłym wieczorem, podszytym smutkiem lub melancholią, gdy w rytm starych przebojów wystukujemy każde na swojej klawiaturze znaczenie własnych nastoletnich wyborów.

Tamtego fiołka nie dało się uratować.

Teraz mam inne. Uwielbiam je. Potrafię je pielęgnować, leczyć, rozmnażać. Moja kolekcja w tym roku zaczęła się rozwijać, bo odkryłam grupę pasjonatów tych kwiatów. Okazało się, że jest mnóstwo rodzajów fiołków, mają swoje nazwy i są ludzie, którzy stwarzają nowe. Listki można zakupić przez Internet i samodzielnie ukorzenić.

Mam teraz w domu niezłe przedszkole moczących ogonki w wodzie listków. Ćwiczę się w cierpliwości.

Póki co kwitną mi tylko moje stare egzemplarze, te bezimienne, nierasowe, nieskatalogowane, ale dla mnie cudowne.

A tymczasem w ogródku...


wtorek, 21 maja 2019

barwy

Trudno mi się powstrzymać. W mojej duszy nie jest tak kolorowo jak w ogródku. W chwilach wykradzionych codzienności, przy wszelkich możliwych okazjach, biegnę tam z aparatem. Kolekcjonuję barwy na potem.


W ogóle całkiem mi odbiło, zwariowałam i mam nadzieję, że tak już zostanie. Wszystko w kwiatach, w kolorze. Nie tylko ogród, ale i parapety w domu. Wykluwają się z liści kolejne fiołki, a wciąż jestem nienasycona! Kupiłam też siewki skrętników i czekam po raz pierwszy na te przedziwne kwiaty. Pokażę je, gdy zakwitną.

piątek, 17 maja 2019

pomidory na spacerze

To zdjęcie zrobiłam tydzień temu. Pomidory w słonecznej kąpieli. Wychodziły raz dziennie, popołudniami, a tuż przed zachodem słońca wracały do gabinetu. Tam dopiero wygladały zabawnie!

Ale teraz są u siebie, na tarasie. Prowokują słońce do działania, żeby wyszedł mi ten ogrodniczy debiut.

Nieśmiało kwitnie też krzewuszka od frontu domu. Coś pięknego! Wiem, że potem kompletnie zwariuje, oszaleje! W zeszłym roku udało mi się ukorzenić kilka jej gałązek i posadziłam je w ogródku. W planach mamy bowiem inne zagospodarowanie terenu przed domem i niestety ten stary krzew trzeba będzie usunąć. 

Pierwszy kwiat klematisa. Jeszcze w deszczu. Wita mnie, gdy wracam z pracy i rano po spacerze z psem. Niesamowite, że można być tak pięknym. Od razu wybaczam te poplątane zwoje suchych badyli, straszące od jesieni, przez zimę do wiosny. Gdy klematis ożywa, nie ma nic bardziej eleganckiego i wysublimowanego. Delikatność w czystej formie,  charakter w barwie, determinacja. Już się martwię, czy zdołam go przesadzić.






niedziela, 5 maja 2019

białe rododendrony

Nie mogę się powstrzymać. Bo one zaraz przekwitną, znikną, zapomną się w plikach na dysku lub w telefonie. Będą kolejne, czerwone, amarantowe, okazalsze i bardziej strojne. Ale mnie wzruszają właśnie te, białe, po prostu białe.

To nie tak, że pozbawione są barwy. Ich kolor to nadzieja na wszystko. Są barwą każdą, czystą. Tak na to patrzę.

Zabawne zresztą jest to, że obecnie nie mam ulubionego koloru. Kiedyś takie pytanie było popularne, prawda? I mówiłam różnie, a to niebieski, a to zielony, czarny oczywiście zawsze. Potem ważne było do czego to ulubienie. Bo inne ciuchy, inne kwiaty, ściany czy szpargały.

A teraz mój ulubiony kolor to różnorodność i żadna barwa nie dominuje u mnie ani w domu, ani w ogrodzie. I powoli nawet z szafy znika czerń ustępując miejsca kolorom.

środa, 1 maja 2019

Tulipany

Chciałabym coś napisać o sobie i tym jak mi upływa czas, ale każda próba to takie banały, frazesy, nic godnego uwagi. Same frustracje, w sumie negatywne odczucia i wieczna niepewność, przeradzająca się już w obojętność.

Tylko ogródek ma moc pocieszania mnie. Wszystko nieustannie się odradza. Złamane zamiera, ale wypuszcza pęd bokiem. Wysiane wschodzi. Zagubione znajduje się. Magnolia przekwita i okrywa się zielenią. Cebule rodzą tulipany. Z tego powodu ta wiosna nie jest tak zupełnie bez sensu.