sobota, 28 września 2019

skrętniki

Moja choroba, kwiatoza zakaźna, wkroczyła w fazę ostrą.
Jakiś czas temu zapisałam się do grupy na fejsie, która stwarza miłośnikom fiołków afrykańskich i skrętników miejsce do wymiany swoich spostrzeżeń.
Wtedy zupełnie nie znałam skrętników, byłam z tej części fiołkowej. Niestety, nie wytrzymałam długo. Napatrzyłam się, naczytałam i postanowiłam spróbować. Kupiłam maleńkie (listek około 3 cm) sadzonki siewek skrętników od hodowcy z grupy. Miało być ich dziesięć, ale dostałam znacznie więcej. Sporo sobie zostawiłam, ale też rozdałam chętnym koleżankom i mamie. Teraz sieszymy się każdym kwitnieniem. Zawsze to niespodzianka, bo trudno przewidzieć kolor siewek.
Zobaczcie jaka radość na moim parapecie! A już kilka następnych szykuje swoje pączki... Nie mogę się doczekać. Marzę o jakimś czerwonym, ale póki co róże i fiolety.






A to dwa najładniejsze skrętniki mojej mamy:




wtorek, 24 września 2019

kolejny początek




Minęło tyle postów w czas. I wiele myśli schowało mi się w zapomnianych godzinach. Przypomina się z sentymentem teraz dawna obsesja utraty życia wraz z niepamięcią codziennych zdarzeń.
Tym razem jednak minęły po prostu, bez żalu, tak jak zwyczajnie niweczą się wielkie plany niesamowitego rozwoju własnego oraz dokonań czynionych dla ludzkości w obliczu godzin prań, sprzątań, gotowań, przytulań, usypiań i osobistych na mordę padań.
Odkryłam znowu, że lato minęło i znowu za szybko w stosunku do oczekiwań. I nadeszła jesień, jak zwykle pełna obietnic.