Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2015

smętarz

Bywam na cmentarzu co tydzień. Mieszkam niedaleko - to pewnie wiele wyjaśnia.  Zasadniczo nie przepadam za tym miejscem, mam wiele szacunku do niego. Przeszkadzają mi zwykle ludzie - ci żywi. Początek listopada to dla mnie trudny czas. Moje chodniki osiedlowe będą zaśmiecone przez plastikowe torby po zniczach. Pod kasztanami handlarze rozstawią chryzantemy w doniczkach. Będę miała problem z przejściem, kłopoty z dojazdem do parkingu. Będę się czuła jak w markecie z alejką sezonową. Wiem, to wszystko trzeba. Bo przecież można i tak. Każdy inaczej maskuje żal, odmiennie wyraża smutek i generalnie po swojemu radzi sobie z samotnością lub chociaż wyrzutami sumienia. Nie każdy ma potrzebę zadumy. Poniżej wersja jesiennego cmentarza z połowy października.  Taki lubię najbardziej. Niby zapomniany. Cmentarz do przemyśleń i wspominań, do smęceń, do modlitwy.

Róż na patykach

Jesień oplotła mi włosy żółcią rudą, brązem, beżem. Oczy mam z nieba mglistego porankiem, z wieczora pochmurnego od rezygnacji. Ale na patykach - róż blady, fioletowawy. Emocje poplątań zaplecione na ramionach. Gładki tył, gładki przód i tylko dwie kieszonki na dziewczyńskie skarby, na słodkie sekreciki kilkulatki. Powstaje sweter na jesienne otulenia, wdzianko z marzeń, nie z melancholii.

pytanie do siebie

Na prośbę Erraty    Pytanie do siebie - dlaczego masz problem z zadaniem sobie pytania? Odkąd tylko zostałam o to poproszona, myślę nad pytaniem. Trochę mnie to przerasta. Nie chciałam zapytać o nic nudnego, ot, chociażby o ulubiony kolor, zwierzaka czy imiona, jakie nadałam swoim dzieciom. To by było pójście na łatwiznę. Ale każde inne pytanie, a w zasadzie odpowiedź na nie, stanowi dla mnie wyzwanie. Jednocześnie chciałabym nie za dużo powiedzieć, nie odsłaniać się nadmiernie, ale też nie potrafiłabym uniknąć szczerości. Z nią akurat nie mam co prawda problemów, ale z moją skłonnością do poddawania w wątpliwość wszystkiego - już tak. Wykazuję chronicznie nieznośną tendencję do prowadzenia dyskusji i - co gorsza - do przyznawania racji każdej ze stron. Przesiadam się swobodnie pomiędzy krzesłami polemicznego kręgu, mogąc być obrońcą i oskarżycielem każdego. Jestem w stanie zanegować każdą moją odpowiedź, a jeśli nawet nie zanegować, to wyciągnąć w okno blogowego edyto...

pytanie o pytanie

Zaparował mi błękit na powieki, osiadł tuż przy rzęsach. Zewnętrzne kąciki oczu zabarwił, te od zadziwień. Stanęłam przy murze, niezgrabnie przymierzając pytajniki do potencjalnych ładunków blogowej treści. Obiecałam bowiem ujawnić zapisy erraty do siebie, w jednym wybranym aspekcie. Najtrudniej zadać pytanie sobie. Bo odpowiedzieć to trochę jak liść stracić. Niby żółcią dojrzały, gotowy, a jednak … który? Jak zwykle traktuję wszystko za poważnie. Lecz jak mam oczy zmrużyć wilgocią kredki malowane?

brzydactwo

Obiecany post o brzydkiej Warszawie z krzywym pałacem. Z jakiegoś powodu nie potrafię wykonać chociażby znośnej fotografii tej budowli. Ile bym zdjęć nie robiła, a trochę tego napstrykałam, mój pałac zawsze przechyla się na którąś stronę. W rzeczywistości, proszę mi wyjątkowo uwierzyć na słowo, pałac stoi całkiem prosto. Zdjęcia zrobione są z 12 piętra budynku, który stoi na tyłach rotundy.  Warszawa wyjątkowo paskudnie wygląda z tej perspektywy. A dziś jej nie lubię od rana. Moje oczy nie chciałyby jej oglądać, a pantofle deptać. Serce chciałoby dłońmi bilet kupić daleko.  Niech mnie nie ma przez kilka dni, przez kilkanaście. Aż mi złość na nią przejdzie, minie, aż wybaczę sobie mój dawny pomysł na życie. 

Polin

Dzisiaj byłam w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Taki ponury był dzień i nawet miałam zrobić zdjęcia brzydkiej szarej Warszawy z październikowej mżawce (prawdę mówiąc zrobiłam, ale pokażę jak będę na Warszawę zła). Ale około 16:00 na Anielewicza nie dało się Warszawy nie kochać, mimo wilgoci, jesieni i zapadającego zmierzchu. Nie miałam aparatu, tylko telefon. Zdjęcia byłyby pewnie lepsze, ale nawet takie oddają powód, dla którego łaziłam pół godziny z parasolem na zewnątrz muzeum. Zwiedzałam muzeum z bardzo dobrym przewodnikiem. Po tych trzech godzinach wiem już na co zwrócić uwagę za drugim, trzecim, czwartym razem. Znam miejsca, do których muszę wrócić, gdzie koniecznie chcę się zatrzymać, posiedzieć. I wiem, gdzie muszę doczytać, dooglądać. Poniżej tylko kilka wybranych fotek. I jeszcze jedna. Dla mnie szczególna, z cytatem. Naprawdę mocne! Oczywiście uderza od razu historyczny kontekst warszawskiego getta. Ale ... przeczyta...

Liebster award

Dziękuję Doro za przyznanie mi nagrody. Musiałam poszukać, o co w ogóle chodzi z tymi nagrodami, pytaniami itd., bo nigdy nie brałam udziału w takiej zabawie. Tym bardziej jest mi niezwykle przyjemnie, że zostałam nominowana. Nie lubię się odsłaniać, nie cierpię pytań bezpośrednich. Często się ukrywam, za słowami również. Na tym blogu za słowami ukrywam się szczególnie. Jednak, mimo że to dla mnie takie trudne, odpowiem na pytania tak szczerze i obszernie, jak tylko dam radę. Więc będzie to zdaje się najdłuższy post, jaki popełnię w tym miejscu. 1.     Piszę blog, bo … Zaczęłam być w necie dawno temu, jeszcze nie było blogów. Prowadziłam tak zwaną stronę osobistą. Nie znałam żadnego edytora, nie miałam szablonów. Nauczyłam się html’u, kilku skryptów i zapisów stylu w css. Wtedy celem była nauka, a nie treść. Ale przy okazji okazało się, że mam kilka historii do opowiedzenia. Byłam bardzo szczera, za poważna, odkryłam się za bardzo i...

wieczorami

Zabiegana jestem, zaczytana, poza czasem. Doganiam autobusy w pantoflach bez obiadu i odpalam dzień na kawę, wyjątkowo z mlekiem i cukrem, pomieszane. Trzymam się okładek, wykładam się na stronach, a potem nocą na kuchennym blacie nieświadomie przygryzam ołówek na kolację. Nie jest mi źle, całkiem znośnie nawet. Październik jest moim sprzymierzeńcem, bo zachwyca mi oczy. Nawet tutaj, w tym trochę większym mieście. I robię się niepoprawnie sentymentalna, nieznośnie. W tajemnicy dodaję znowu własne krople wzruszeń i marzeń. Aż naprawdę można się pomylić, czy nie wrócił stary mój towarzysz smutek i tak mnie jesienią tuli.      Lubi to tuli.

utrata bieli

Bardzo cenię sobie konwalie. Niepozorne kwiatki, delikatne dzwoneczki otoczone rozłożystą zielenią liści. Małe tanie bukieciki na majowych ulicach, pęczki w wiadrach pod kościołami, niesamowity zapach niewinności przy wazoniku w domu – z tym mi się kojarzą konwalie. A w październiku? Cóż zostało ze słodyczy ogrodowych kwiatów? Wspomnienie wiosny nabrzmiało czerwienią, jesień zmieniła dzwonki w przedziwne jagody.    Jak były doskonałe swoją wiosenną bielą, tak zachwycają czerwienią owoców nie do zrywania, nie do kosztowania. Do wspominania. Czas zabarwił też moje wspomnienia. Aż sama do siebie nie jestem podobna i nie poznaję się, mniej rozumiem. Mi też jak konwaliom wyrosły odważniki doświadczeń. Czerwone od bólu.

nieprofesjonalny post o konstrukcji szkieletowej

Tak to właśnie jest mieć plan. Powiedzmy, że ścięłam naprawdę dużo drzew, bo marzeń wiele, zamierzenia rozległe. Wiadomo - ambicje. Plan nie był zły, a gdzież tam! Czy to coś negatywnego rozpisać sobie chcenia na godziny weekendu? Wyznaczyłam, ścięłam, zgromadziłam i czekałam na czas, by budulec zużyć. Bo jestem zmęczona chaosem i głupimi tłumaczeniami przed sobą, że nie mam czasu. Nawet na myślenie. Nonsens. Więc miałam i to zrobić trochę, i tamto jakby bardziej. I drzwi, i okna, schody i mostek. O, przykładowo - takie: Lecz może plan jest taki, bym nie miewała swoich planów? Można by inaczej wszystko poukładać... Zatem - dziękuję, że marzenia składowane do realizacji muszę przywrócić do lasu dalszych zamierzeń. I nie powstanie z nich póki co ... atrapa. Zaufam Kierownikowi Budowy.

z tramwaju

Szwędałam się trochę dzisiaj po Warszawie. Aparat miałam ... w torebce. Żal mi było dłoni pozbawić rękawiczek i oczu koncentracji. Więc byłam w chwilach nieutrwalonych, które już powoli zapominają się w sobie, zlepiają się z innymi niedzielnymi spacerami, jesieniami, latami. Te kilka zdjęć poniżej zrobiłam z tramwaju. Absolutnie nie oddają nastroju wczesnego popołudnia, wczesnej miejskiej jesieni, mówią niewiele lub zgoła nic. Paradoksalnie - to one przetrwają. Może tak zwana pamięć dorobi mi później wspomnienia do tych zatrzymanych obrazków.

tylko takie były...

Tydzień temu na grzybach. Co ładniejsze wrzuciłam do koszyczka aparatu. A teraz - proszę!

grafomaństwo na siłę

Wracam jesieniami, bezsensami. W mijającej zieleni i przez brązy, żółcie. Tak mnie ciągnie do zadumań, do marudzenia po klawiaturze. Znowu chciałabym wszystko zmienić, wywrócić, w niektórych wspomnieniach się otrzepać. Może by tak na poważnie coś? Bo usłyszałam ostatnio, że blogi w większości to grafomaństwo i chęć zaistnienia na siłę. Ale sobie tak dumam nad parującą herbatą, zapatrzona w okno, gdzie balkonowe pelargonie wzruszająco nie pasują do jesieni, że w tym grafomaństwie jest przecież coś ważnego. Choćby dla mnie samej. Oprócz tego - nie istnieję na siłę. Jestem ... tak zwyczajnie.