sobota, 29 sierpnia 2020

cały mój kosmos


Ach, sobota, leniwa sobota. Niby dużo do roboty, ale każdy w swoim tempie ogarnia  kawałek wszechświata. Póki co myślę o tym siedząc na ogrodowej huśtawce i bosymi stopami smyram sobie po trawie, lekko wilgotnej po deszczu.
Na śniadanie dostałam gofry z pudrem, a wcześniej kawę do łóżka. Czyż można lepiej zdefiniować poranne momenty szczęścia?
Mija lato i natura obiecuje najlepszą dla mnie porę roku. Upycha wszystkie kolory pod skórki owoców i warzyw, wydobywa ukryte barwy spod zieleni. Chociaż ciepło, przyjemnie się otulić szydełkową chustą, jeszcze dziurkowaną, letnią.
Dla mnie rok zaczyna się od września, czyli za moment. Zawsze wtedy mam ochotę ulepszać sobie życie, wyznaczać nowe cele, choć im jestem starsza tym bardziej staram się przed tym powstrzymywać. Będzie co będzie. 
Ale po staremu siedzę, huśtawka mi skrzypi, ból głowy przechodzi po tabletce, a w myślach klaruje się sam z siebie ogólny plan na jesień.