Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2014

świąteczny spacer

Jednak ten świat potrafi być piękny. Niespodziewanie dla mnie w drugi dzień świąt można było wyjść na spacer do lasu. W nocy spadł śnieg i litościwie okrył wszystkie brudy grudnia odrobiną bieli. Miło było iść z całą rodziną, z podrośniętym lekko szczeniakiem, który pierwszy raz miał okazję poganiać po śniegu, odkryć, jak pękają zlodowaciałe kałuże. Ta biel trochę przykryła moje inne szarości. Choć chyba większe znaczenie ma jednak herbata z miodem, z imbirem, cytryną, rumem - nie jednocześnie oczywiście. Chociaż milczę - to słowa są mi potrzebne najbardziej. Chociaż jestem zraniona, postanowiłam odwrócić swoje podejście. Jestem zaniedbana, ale ja będę dbać. A co tam, spróbuję. Ten spacer w chłodny dzień, taki wyrwany kompletnie z kontekstu świąt, krzywd, złych słów i sytuacji pozornie bez wyjścia, spacer ze słońcem i śniegiem, po lesie i z czworonożnym merdającym szczęściem, spacer osłodzony czekoladowymi cukierkami, dał mi jakby odrobinę więcej nadziei. I zachciało...

ciemno

Przegapiłam ten moment, gdy robiło się ciemno. Zajęłam się pogonią za wskazówkami, zrywaniem kartek z kuchennego kalendarza, zgrywaniem terminów z tableta do laptopa. Zwyczajnie – minęło. Teraz chciałabym patrząc w okno zobaczyć ten zmrok, jak zapada, odkąd pełznie i dokąd, jakie kontury rozmywa najpierw, które niedomówienia przykrywa kołdrą milczenia usypiając czujność. A tu - ciemno. Tyle widzę. No jeszcze swoją zdezorientowaną twarz, że smutek odbić się może w szybie i rozpacz w oczach za utraconym.   Jak to wszystko naprawić skoro mrok nie zależy ode mnie? Czy znowu stracić trzeba czas, by zyskać perspektywę?

pierniki 3D

Jedyne, na co czekam w grudniu to pieczenie pierników z dziećmi. Uwielbiam po prostu! Błysk zachwytu kilkuletnich oczu, gdy wybełtana najpierw w misce, zagnieciona na blacie i na koniec potraktowana wałkiem bura masa pod naciskiem niewielkich dłoni zamienia się w łosie, misie, jeże czy inne gwiazdki. Tym razem wzniosłyśmy się na wyżyny. Dzisiaj już po raz trzeci piekłam pierniki z najmłodszą córką i jak mi obiecała - nie ostatni w tym roku. Ale w dzisiejszych ciasteczkach jest coś zaskakującego. Oto one: Przestrzenne piernikowe puzzle. Coś w sam raz dla małych rąk i wielkiej wyobraźni. Oczywiście widzę w tym adwentowe zadanie dla siebie. Wszystko można poukładać inaczej, zestawić, przyozdobić później. Ale czasem już samo nadanie przestrzeni wystarcza, aby zobaczyć nową jakość. Spróbować poukładać swoje myśli inaczej i dostrzec w nich dodatkowy wymiar.

popatrzeć na siebie inaczej

To miał być post o mojej próżności, że cierpi - o tym głównie. Bo naprawdę noszenie okularów korekcyjnych nie należy do moich ulubionych czynności, mimo że - paradoksalnie - to dzięki okularom cokolwiek widzę. Jednak na co dzień noszę soczewki. Żeby powiedzieć brutalnie i ocierając się o przykrą fizjologię, zakładam je zanim usiądę na białej porcelance. Po prostu ta potrzeba jest dla mnie ważniejsza do spełnienia. Zwykle też ostatnią rzeczą, jaką z siebie zdejmuję, są właśnie soczewki. Nauczyłam się nawet poruszać po domu całkiem sprawnie bez okularów, mimo że moja wada to -4,5 i -6,0. Oczywiście, czasem się zdarzało, że w okularach musiałam wyjść z domu, głównie na chwilę z psem, ale raz byłam zmuszona jechać autobusem. Być może to przez awersję do okularów (każdych - nie noszę nawet słonecznych) wywaliłam się na prostej, zaraz po zejściu ze schodów. Oczywiście to wszystko to próba zagadania mojej próżności. Nie widzę siebie w okularach. No nie wyglądam, a już w okularach nie wygl...