Jednak ten świat potrafi być piękny. Niespodziewanie dla mnie w drugi dzień świąt można było wyjść na spacer do lasu. W nocy spadł śnieg i litościwie okrył wszystkie brudy grudnia odrobiną bieli. Miło było iść z całą rodziną, z podrośniętym lekko szczeniakiem, który pierwszy raz miał okazję poganiać po śniegu, odkryć, jak pękają zlodowaciałe kałuże. Ta biel trochę przykryła moje inne szarości. Choć chyba większe znaczenie ma jednak herbata z miodem, z imbirem, cytryną, rumem - nie jednocześnie oczywiście. Chociaż milczę - to słowa są mi potrzebne najbardziej. Chociaż jestem zraniona, postanowiłam odwrócić swoje podejście. Jestem zaniedbana, ale ja będę dbać. A co tam, spróbuję. Ten spacer w chłodny dzień, taki wyrwany kompletnie z kontekstu świąt, krzywd, złych słów i sytuacji pozornie bez wyjścia, spacer ze słońcem i śniegiem, po lesie i z czworonożnym merdającym szczęściem, spacer osłodzony czekoladowymi cukierkami, dał mi jakby odrobinę więcej nadziei. I zachciało...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)