Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2011

dziękuję

Ktoś mnie dzisiaj wzmocnił. Nie potrafię napisać tego inaczej, mniej wzniośle. Naprawdę, było jakoś inaczej. Znowu byłam o krok i czułam, że to już za chwilę będę musiała się poddać, aż tu nagle siła taka. Jakby ktoś mnie wziął za rękę, a do głowy sączył bezpośrednio w chore struktury myśli balsam spokoju. Jesteś ponad to. Nie bój się. Nie myśl o tym. Jestem tutaj. Oddychaj. Uspokoiłam się bez wychodzenia z zebrania. Nikt się nie zorientował. Nawet brałam udział w dyskusji, dorzuciłam swoje marne trzy grosze do niewiele znaczących służbowych dysput. Nie prosiłam o przerwę ani o otwarcie okien. Oddechem mi był ten spokój, ta obecność. Jesteś ponad to. Nie bój się. Nie myśl o tym. Jestem tutaj. Oddychaj. Byłam jak ja sprzed dwóch lat. Skupiona na zadaniu i nie tak cyniczna jak ostatnio. W moich żartach nie było tego zadziornego na przekór, tego szpilastego komentarza osoby naznaczonej tzw. życiową wiedzą. Zapomniałam, że nie mam przekonania do celowości naszych starań w t...

pada

Niebo wkropliło mi się rankiem pomiędzy odkrytymi w sandałach palcami. Parasol nie zawsze jest skuteczny i właśnie znowu nie był. Czasem nie uda mi się przed czymś ochronić. Nie powinnam myśleć o tym za często, bo wtedy sufit wali mi się na łeb bez ostrzegawczych kropel.

Czas w centymetrach

Jeszcze kilka centymetrów i słońce wpełznie na krzywą posadzkę mojego balkonu. Kilka centymetrów dalej i leniwy owczarek ułoży na nim swoje liniejące właśnie futro, przylgnie bokiem do nierówności nawierzchni, przymknie oczy w sennej błogości wygrzewania psiego ciała w promieniach słońca. Po kilku dalszych centymetrach słoneczny zabór balkonu okaże się zapewne na tyle skuteczny, że koniecznym stanie się jednak zmiana “zewnątrz” na “wewnątrz” i wśród wzdechnięć na niedolę przepędzanego z kąta w kąt domowego zwierzaka, pies zmieni miejsce pobytu na tradycyjny dywan u podnóża sofy. Dopóki promienie złocą mi parapet i nieśmiało oplatają firanki, zachwyca mnie bliskość podniebnego ciepła. Z każdym cetymetrem jednak dusznieje powietrze nad sofą, palą rozgrzane stopy na poduszce i każdy niedomyty ślad minionych deszczów zniekształca mi światłość otoczką kurzu. Nie do wytrzymania, gdy słońce przepala szyby, przenika mizerne sznurki firanek i twarz mi czerwieni, oczy zamyka. Tr...