Ktoś mnie dzisiaj wzmocnił. Nie potrafię napisać tego inaczej, mniej wzniośle. Naprawdę, było jakoś inaczej. Znowu byłam o krok i czułam, że to już za chwilę będę musiała się poddać, aż tu nagle siła taka. Jakby ktoś mnie wziął za rękę, a do głowy sączył bezpośrednio w chore struktury myśli balsam spokoju. Jesteś ponad to. Nie bój się. Nie myśl o tym. Jestem tutaj. Oddychaj. Uspokoiłam się bez wychodzenia z zebrania. Nikt się nie zorientował. Nawet brałam udział w dyskusji, dorzuciłam swoje marne trzy grosze do niewiele znaczących służbowych dysput. Nie prosiłam o przerwę ani o otwarcie okien. Oddechem mi był ten spokój, ta obecność. Jesteś ponad to. Nie bój się. Nie myśl o tym. Jestem tutaj. Oddychaj. Byłam jak ja sprzed dwóch lat. Skupiona na zadaniu i nie tak cyniczna jak ostatnio. W moich żartach nie było tego zadziornego na przekór, tego szpilastego komentarza osoby naznaczonej tzw. życiową wiedzą. Zapomniałam, że nie mam przekonania do celowości naszych starań w t...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)