środa, 24 kwietnia 2019

Żal

Znowu mnie zachwyciło drzewko magnolii. Czekałam na te kwiaty całą zimę. Chciałam oczy cieszyć i duszę. Obiecywałam sobie wielokrotne momenty niemej adoracji. Nie bardzo się udało, niestety.

Obserwowałam pąki przez wiele dni. Tuż przed jest zawsze najbardziej ekscytujące. Aż w końcu zaczęły się otwierać, od wierzchołka drzewa zaczynając. Kilka razy zdarzyły mi się poranki w szlafroku i z kawą. Stałam w salonie wpatrzona za okno, gdzie świt budził kwiaty.

W tym roku czułam też ich zapach. Dotychczas sądziłam, że są bezwonne. Ale teraz wiem co to delikatność. Zapach jest tak subtelny jak barwa kwiatów.

Było jednak chłodno i popołudniami nie mogłam siedzieć na balkonie wśród kwiatów. Od dwóch dni wiatr przynosi zmiany i pewnie zaraz będzie ciepło. Ale ... zabiera też płatki. Aż żal patrzeć. Tak krótko było cudnie.

Myślę, że generalnie mam tak w życiu. Wszystko, dobra - przesadzam, wiele z tego, co otrzymałam, zaraz mi odebrano. W każdym razie w tym roku magnolia jest symbolem mojego żalu za utraconymi wartościami. Bo może one jeszcze się pojawią, ale znowu długo trzeba czekać.