Siedzę w domu, liski pustynne robię. Sił nie mam ani do wyjścia, ani do lisków. Humor taki jak stężenie tych wszystkich pyłków - niedopuszczalnie toksyczny. Czekam. Czekanie jest trudne. Ciężko siebie znieść. Trudno zaakceptować takie rozłożenie czasu w czasie, że teraz jest go jakby za dużo, a w przyszłości na pewno będzie za mało. I jeszcze te liski coś mi nie leżą. W gazetce takie ładne, ale real zniechęca. Maruda ze mnie.
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)