Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2012

Pałac w Nieborowie przy świecach

Znam to miejsce od dzieciństwa. I park, i pałac, także niedaleka Arkadia – wszystko wpisało się swoją obecnością w moją historię. Wielokrotnie czytałam grzbiety książek w bibliotece, dziwiłam się rozmiarom łoża, w którym spał cesarz. Najpierw ten ogromny pałac otoczony wielgachnym parkiem z każdą moją wizytą kurczył się znacząco. Dziś zastanawia mnie czemu obawiałam się kiedyś, że mogę się tam zagubić. Jednak nigdy nie byłam w Nieborowie nocą. Mój mąż wyczytał gdzieś, czy w radiu wysłuchał, a właśnie byliśmy całkiem niedaleko i zwyczajnie trafiła się okazja, by moje urodziny uczcić w pałacu, nocą i w dodatku przy świecach. Pierwszy raz brałam udział w Nocy Muzeów, bo jakoś nigdy nie wydawało mi się przyjemne oglądanie eksponatów w dzikim tłumie zwiedzających. Z pewnością niewiele bym z tego wyniosła. Ale w tym przypadku nie chodziło o zwiedzanie, ale o atmosferę, o inność, odrobinę niezwyczajności. Łatwo było poczuć klimat prowincjonalnego pałacyku nocą. Przewodniczka ubrana była...

las i poziomki

Nie byłam w lesie, nie miałam z kim iść. Choć pewna mała dziewczynka dzielnie postanowiła mi towarzyszyć, na tak postawione pytanie: "A dokąd wolisz iść - do lasu czy na plac zabaw?", odpowiedź mogła być tylko jedna. Wiadomo. Moje wejście do lasu wygląda tak: Za to huśtałam się na huśtawce, a to jak wiadomo czasem zmienia perspektywę. Na tym akurat placu zabaw sama czuję się jak mała dziewczynka. Może dlatego, że las włazi także na plac, próbuje. Jak? No tak: Las za siatką: A oprócz tego - chyba będę miała poziomki. Jak się nad tym tak głębiej zastanowić, poziomki to moje ulubione owoce.

wystarczy, że jesteś gdzieś obok

Czasem "wystarczy, że jesteś gdzieś obok". To zdanie jest kluczowe i wiele mówi o mnie, bo to właśnie zdanie mogłabym powiedzieć do wielu ludzi i wielu spraw. Czasem nie potrzebne mi zaangażowanie drugiej strony, wręcz mnie denerwuje, wytrąca z równowagi. Rozumiem, że jestem w tym samolubna, bo niektórzy ludzi bardzo chcieliby pomóc, bardzo, bardzo. I krzywdzę ich dodatkowo odmawiając. Może dlatego mówi się o dystansie. Tak, to zdanie może utrzymać ludzi na dystans. Tak mam. Nie tylko wobec ludzi zresztą. Na przykład w stosunku do przyrody również. Mam działkę w lesie. Prawie co tydzień tam jeździmy. Zaczynam czuć się tam coraz lepiej i czasem jedziemy na działkę, bo ja o to zabiegam - coś, co się przez wiele lat nie przydarzało. A tu proszę - jedziemy. Za ogrodzeniem działki las - tylko iść i tkać myśli po drzewach jak pajęczyny. A ja zwykle wstaję rano, staję na progu i ... "wystarczy, że jesteś gdzieś obok". Rzadko chodzę do lasu. Jesienią zwykle, samotnie na ...

pierwsza wiosna od dwóch lat

Dobrze, więc powiem, jak wiosna włazi mi przez balkon. Na dole obfitość bzów, białe, fioletowe. Tylko dla porządku wspominają mi ogród moich dziadków, tajemniczy, zaczarowany prawdziwie przez moje dzieciństwo. Tak naprawdę te osiedlowe bzy tylko gatunkiem podobne są do tych przekwitłych, ups już kilkadziesiąt lat temu. Oprócz tego  - wierzba. Ogromna, zielona, brudząca chodniki po swojemu. O wiele bardziej eleganckie, choć nudne o tej porze roku jarzębiny. I wieczna przedpołudniowa walka cienia ze słońcem. Jak tylko jestem w domu, obserwuję jak jasność wygrywa, jak po centymetrze z uparem podpełza do mojego balkonu, by wysuszyć mi ręczniki. Od poniedziałku siedzę w domu i każdego dnia zajmuję się innym aspektem mojego życia. Dziś nie leżę pod kocem (poniedziałek), nie sprzątam i nie gotuję (wtorek), nie szyję (środa). Dziś piszę. Otwieram kolejne pliki w komputerze, te, do których nie zapomniałam haseł. Sprawdzam, co myślałam kiedyś, czego nie dopisałam, jak kłamałam. Sprawdzam c...

sama nie wiem

Znudził mi się blog, jak widać zapewne od dawna. Nie wiem już, jakie znaleźć dla niego przeznaczenie. Ktoś poradził mi, abym nie pisała tak na blogu, bo ktoś to może przeczytać przecież i wykorzystać. Nie wiem, co prawda, no ale może i może. Zdjęć mało, raczej nie zamieszczam, oczywiście też uprzedzona, że lepiej tego nie robić. Nie robię. Więc po co mi to wszystko? Ani zdjęć, ani słów. Nie mogę się wypisać, ani nie skoncentrować myśli w poście jak wiśni w słoiku. To po co? O hobby. Jasne. Ale którym, no i w końcu też po co? Niby nie mam kompleksów z tego tytułu, ale nie ma po co takiej średnizny publikować. Rzesze bloggerek cudowniejsze swetry dziergają i super ciuchy szyją, gdzie mi tam się pchać z fotami, opisami... I coraz rzadziej patrzę na świat jak z sufitu. Tylko mnie dziwi, czemu jeszcze zostało kilka osób, które obserwują tego bloga. Przecież ja nic nie dodaję. Po blogach nieczęsto chodzę. Więc z czego to wynika? Niezręcznie mi prosić o usunięcie z listy obserwowanyc...