piątek, 28 czerwca 2019

pomidorowy taras


To mój absolutny debiut, zarówno w temacie pomidorów, jak i tarasów. Jest on chyba cokolwiek szczególny, ten taras, bo mieści się na pierwszym piętrze i schodami połączony jest z podwórkiem od frontu. Docelowo mam zamiar zburzyć te schody, drzwi wejściowe zamienić na szklane, a sam taras zmienić w zadaszony przezroczyście balkon. Ale póki co musi być tak, jak jest.
Wszystko mam wyhodowane z nasion. Petunie w skrzynkach, pomidory w donicach, a także szczypiorek, koleusy i paprykę ozdobną. Pelargonie ze szczepek z zeszłorocznych kupnych sadzonek. Jeszcze dodatkowo rozmnożone ze szczepek komarzyca i anginka.

Jeszcze dokupię jedno krzesło i stolik, ale chyba dopiero po wakacjach. Tymczasem to, co jest, musi wystarczyć i starcza. Taras jest tak słoneczny, że da się na nim wytrzymać dopiero wieczorem, no ale to przez upały. Jesienią na pewno będę łapała na nim ostatnie promienie słońca. No i może dojrzeją te moje pierwsze w życiu pomidorki koktajlowe, malinowe i czarne...



niedziela, 23 czerwca 2019

bezmyślnie



Niedziela, siódma rano. Przecież wcale nie świt, w tygodniu wstaję wcześniej, a dla mnie pora magiczna.
Dom śpi. Nogi na kołdrze, zapomniane przytulanki, dzień wciskający się do sypialni szczelinami między poruszanymi lekkim powiewem od otwartego okna zasłonkami.
Nie dlatego wstaję, że zadzwonił budzik i nie dlatego, bo mam coś do zrobienia. Wstaję, bo chcę. Móc zrobić coś, co chcę, to ostatnio bardzo rzadkie zjawisko u mnie. Przeważnie robię coś, bo muszę.
Zamruczał ekspres do kawy, więc na balkon zabrałam ze sobą filiżankę ulubionego aromatu. Pod stopami posadzka już nagrzana, pelargonie jaskrawe w słońcu. Oczy mrużę i czuję jak mi się skóra nasyca ciepłem. Gruchają cukrówki pomiędzy świergotami.
Jest błogo, letnio, niespiesznie i dyskretnie wszystko podszyte jest szczęściem tak długo, dopóki nie zacznę planować. Że to trzeba by zrobić, że tamto warto, że czas, że nie zdążę, że się nie da, że zapomniałam, minęło. Więc siedzę na leżaku, kawę piję i staram się tylko jedno robić - nie myśleć.

wtorek, 4 czerwca 2019

swetry

Szare, bure, proste i nijakie, zwyczajne takie po prostu do pracy - takie zwykle robię sobie swetry i bluzki. A tym razem postanowiłam inaczej. 

Różowy, styl słodki, niegładki i jeszcze z dziecięcymi bąbelkami - taki jest mój nowy lekki sweterek na chłodniejsze wieczory tego lata. Nie w moim stylu, ale co tam! 

W dodatku, szczerze się przyznam, że poprzedni też nie był tak całkiem pozbawiony koloru. Wszystkie odcienie turkusu, choć turkus do tej pory także nie należał do palety moich kolorów.

Chyba ogród mnie zmienia. Rozmiękcza moje zasadniczości, wydobywa z cienia świetliste barwy, odważne, szalone. Nagle te wszystkie fuksje, cytrynki i pomarańcze kradną miejsce burej zwyczajności. Jeszcze chwila i nie poznam swojej szafy albo - co lepiej - tej babki w lustrze!

niedziela, 2 czerwca 2019

ulubiony balkon

To mój obecnie ulubiony balkon. Kierunek północny wschód. Kiedyś myślałam, że balkony od wschodu nie mają sensu. Oczywiście, co ja tam wiedziałam!

Nawet gdy rano nie jest jeszcze zbyt ciepło, ale słońce już wyłazi zza domu sąsiada, tutaj mogę przesiąść z poranną kawą. Promienie dodają mi ciepła.

Popołudniami, gdy upał zasłania nam rolety w oknach od strony południowo - zachodniej, tutaj mogę przesiąść na chwilę z pucharkiem ulubionych lodów lub owoców. Jest przyjemnie chłodno.

To są zeszłoroczne pelargonie, kupione w ogrodniczym jako sadzonki. Nabyłam dwie w kolorze takim, jak na zdjęciu i jedną jaśniejszą. Przezimowałam je, pierwszy raz miałam gdzie, a na wiosnę pobrałam zaszczepki i teraz mam pięć skrzynek! Nie mogę się doczekać, aż wszystkie zakwitną. Będę miała niespodziankę co do rozkładu kolorów.

To są gerbery, kupione w zeszłym roku za 2,49 zł. Wyglądały marnie. Wtedy miały dwa kwiatki i nie zakwitły więcej. W zimę straciły prawie wszystkie liście. Warto się nie poddawać zwątpieniu. Obecnie naliczyłam osiem kwiatowych pąków, cztery już wyłażą swoją czerwonością ponad zieleń.

A to sadzonki papryki ozdobnej, pomarańczowej. Piękny egzemplarz dostałam jesienią zeszłego roku. Gdy jego czas się skończył, pobrałam nasiona, a na wiosnę posiałam na domowych parapetach w pudełkach po lodach, serkach, margarynach. Użyłam nasionek tylko z dwóch papryczek. Nie wiedziałam, że wszystkie wykażą wolę życia. Jesienią chyba pół świata obdaruję owocującymi mam nadzieję krzaczkami.