To mój absolutny debiut, zarówno w temacie pomidorów, jak i tarasów. Jest on chyba cokolwiek szczególny, ten taras, bo mieści się na pierwszym piętrze i schodami połączony jest z podwórkiem od frontu. Docelowo mam zamiar zburzyć te schody, drzwi wejściowe zamienić na szklane, a sam taras zmienić w zadaszony przezroczyście balkon. Ale póki co musi być tak, jak jest. Wszystko mam wyhodowane z nasion. Petunie w skrzynkach, pomidory w donicach, a także szczypiorek, koleusy i paprykę ozdobną. Pelargonie ze szczepek z zeszłorocznych kupnych sadzonek. Jeszcze dodatkowo rozmnożone ze szczepek komarzyca i anginka. Jeszcze dokupię jedno krzesło i stolik, ale chyba dopiero po wakacjach. Tymczasem to, co jest, musi wystarczyć i starcza. Taras jest tak słoneczny, że da się na nim wytrzymać dopiero wieczorem, no ale to przez upały. Jesienią na pewno będę łapała na nim ostatnie promienie słońca. No i może dojrzeją te moje pierwsze w życiu pomidorki koktajlowe, malinowe i czarne...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)