środa, 10 lipca 2019

nienatychmiast


Rozmawiałyśmy o wakacjach, o czasie wolnym po pracy, o odpoczynku. Chciałam koleżance odpowiedzieć dowcipnie, jaki to będę miała "idealny" czas w domu po południu i zaczęłam opisywać, co będę robić wiedząc, że właśnie na to na pewno nie znajdę tak spokojnej chwili, jak bym chciała. Chociaż to, co bym pragnęła akurat robić to naprawdę nic szczególnego. Po prostu kawa w ulubionej filiżance na balkonie, ugotowanie w spokoju zupy dla rodziny, przeczytanie ze dwóch rozdziałów książki z nogami na sofie, aby odpoczęły nogi. Oprócz tego leniwe, a nie pospieszne czynności przygotowawcze: małe prasowanie, jedno pranie, podlanie wszystkich kwiatów. Gdyby jeszcze czasu trochę starczyło na komputer albo chociaż smartfon - o, to by było idealnie. 
I to wszystko było ironicznie, bo przecież tak się nie uda. Nigdy się nie udaje - myślałam z przekąsem. Zawsze w pośpiechu, gorączkowo, z dzieckiem przy nodze, rozpraszana zagrożeniami i dziecięcym znużeniem, a może też potrzebą wyłączności. 

Ale ... nie powiedziałam tego. Myśli łaziły ze mną, uczucia wzbierały, żal ustępował. Uświadomiłam sobie i choć teraz nie wydaje się to być czymś szczególnym, dla mnie jest jak odkrycie Ameryki, że ja codziennie mam ten swój idealny czas! I tylko go nie doceniam. Cóż z tego, że wolniej i z przerwami koniecznymi dla pielęgnacji czy przytulenia dziecka, ale jednak mogę pranie zrobić i zupę ugotować. Piję kawę, czasem w biegu, fakt, ale tych ulubionych kubków mam kilka, jak i balkonów zresztą. Jeśli nie uda się poczytać to nogi odpoczną mi, gdy usypiam dziecko wieczorem. A całe moje niezadowolenie, te frustracje beznadziejne, funduję sobie sama, nie wiem po co.
Przedziwne. Sądziłam, że jestem w miarę rozsądna, a tak się dałam nabrać! 

Na zdjęciu jeżówka purpurowa. Stała mi się symbolem tej mojej niecierpliwości. Kłącze krótkotrwałe. Wysiałam rok temu z kupnych nasion. Wyrosły liście w zeszłym roku i tyle. Ładne dość, ale tylko liście. Zwiędły potem. Byłam rozczarowana, bo nie tak to wyglądało, jak chciałam. 
A w tym roku ... nie mogę się napatrzeć!



piątek, 5 lipca 2019

mały balkon od frontu


W zeszłym roku ten mały balkon od frontu był kompletnie nieużywany. Ale ja kocham balkony i najchętniej siedziałabym na wszystkich na raz! Ten jest niezwykle słoneczny, bo jego kierunek to południowy zachód. Mieści się na drugim piętrze domu, więc słońce oświetla go najdłużej. Przynależy do pokoju najstarszej córki.
W tym roku postanowiłam wstawić jej coś na ten balkonik, coś do posiedzenia. Oczywiście ona wolałaby modny ostatnio wiszący fotel, ale to dość droga inwestycja i muszę ją odłożyć w czasie. Oprócz tego nie bardzo jestem przekonana do tego pomysłu, bo przecież ten fotel razem z całym tym pałąkiem do jego zawieszenia zajmie całą powierzchnię balkonu!
Zdecydowałam się na niewielki stolik i dwa krzesła. Docelowo będą one stały na tarasie, ale tym czasem na tarasie są wielgachne pomidory.



W skrzynkach są posadzone pelargonie. Wyhodowałam je z nasion! Zbierają się do kwitnienia, ale jeszcze trzeba im dać troszkę czasu. Posadzone są naprzemiennie - białe i łososiowe. Bardzo jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało, gdy wszystkie zakwitną. Może tutaj pokażę. Tymczasem jest tak, akurat ma małą poobiednią kawkę i oczekiwanie na powrót domowników.