Ech, sama chciałam, więc mam! Kulinarne prace wigilijne. Pierwszy raz! Dzieciaki dekorowały dzisiaj upieczone kilka dni temu pierniki. Cały stół w reniferach, gwiazdkach, choinkach! Wiele tej dokaracji może nie było, bo tylko dwa rodzaje polewy i trzy posypki, ale były zarobione aż miło. Po południu zrobiłam farsz do pierogów i wigilijną kapustę, a wieczorem, jak już dziki poszły spać, lepiłam, lepiłam, lepiłam, aż 50 pierogów spoczęło na talerzach. Obsuszają się teraz, abym mogła je w miarę bez szkody zamrozić. Kapusta leżakuje na balkonie. Miało być troszkę inaczej, bo planowałam urlop na 24 grudnia. Wyszło inaczej, idę do pracy. Czasem tak bywa, że nie jest tak, jak zamierzałam. Kiedyś, jeszcze całkiem niedawno, takie coś mnie złościło, wytrącało niemal z równowagi. Ale teraz - teraz nie. Zresztą i tak nie mam na to wpływu, więc po prostu musiałam przeorganizować moje plany. Cóż, tak też jest dobrze. Z przygotowań do świąt zostały mi już tylko potrawy. No może jeszcze pakowanie ...
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)