Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2012

przed świętami

Ech, sama chciałam, więc mam! Kulinarne prace wigilijne. Pierwszy raz! Dzieciaki dekorowały dzisiaj upieczone kilka dni temu pierniki. Cały stół w reniferach, gwiazdkach, choinkach! Wiele tej dokaracji może nie było, bo tylko dwa rodzaje polewy i trzy posypki, ale były zarobione aż miło. Po południu zrobiłam farsz do pierogów i wigilijną kapustę, a wieczorem, jak już dziki poszły spać, lepiłam, lepiłam, lepiłam, aż 50 pierogów spoczęło na talerzach. Obsuszają się teraz, abym mogła je w miarę bez szkody zamrozić. Kapusta leżakuje na balkonie. Miało być troszkę inaczej, bo planowałam urlop na 24 grudnia. Wyszło inaczej, idę do pracy. Czasem tak bywa, że nie jest tak, jak zamierzałam. Kiedyś, jeszcze całkiem niedawno, takie coś mnie złościło, wytrącało niemal z równowagi. Ale teraz - teraz nie. Zresztą i tak nie mam na to wpływu, więc po prostu musiałam przeorganizować moje plany. Cóż, tak też jest dobrze. Z przygotowań do świąt zostały mi już tylko potrawy. No może jeszcze pakowanie ...

ze mną tak zawsze

ON - Napisz list do św. Mikołaja, bo nie wie, co Ci kupić. JA - Hm, nie byłam grzeczna w tym roku. ON - No ale tak nic nie dostaniesz? Bez sensu. Jak to będzie wyglądało? Nie wygłupiaj się, po prostu powiedz co chcesz, bo nie wiem, co ci kupić. JA - Chciałabym, abyś wiedział. ON - No, ale nie wiem. Ty też na pewno nie wiesz, co ja bym chciał. Jak chcesz to powiem ci co ja chcę dostać. Tylko 59 zł, pojedziesz, kupisz i gotowe. JA - Mikołaj już od dawna ma dla ciebie prezent. ON - Ale nie wiesz, czy mi się spodoba. JA - Nie wiem, ale próbowałam zgadnąć. Mam nadzieję, że to docenisz. ON - No tak, tak. Ale weź no powiedz, co chcesz. Albo kup sobie, zapakujemy i będziesz zadowolona. JA - Chciałabym, abyś się zastanowił, co mogłoby mi sprawić radość. ON - Jasne. Z tobą tak zawsze.

między linijkami

Po tak długiej przerwie trudno jest na nowo zacząć. Ale z każdym dniem będzie trudniej, więc chyba nieważne, że zwyczajnie napiszę, bez udziwnień i nie z sufitu, że po prostu jestem sobie, czytam, myślę, funkcjonuję. Znaku nie daję lub rzadko bardzo, ale to milczenie nie ma przyczyn. Lub ma nieodkryte. Przyznam się jednak, że czasem wplątują mi się we włosy myśli o tym, jakie to wygodne napisać, że chwilowo czytam tylko, nie piszę. Czy to cokolwiek usprawiedliwia? Jakby trochę egoizm dodatkowo, wygodnictwo i jakież asekuranctwo! Blogowicze dzielą się swoimi światami ze mną, a ja - milczę. Nic od siebie nie daję, choćby to było proste, powszednie, nudne nawet. Blogowicze też - jak to się mówi - nie mają czasu, pomysłu czasem, inwencji, siły i wiary we własne mini-doskonałości, a jednak siadają i piszą. Czy ktoś czyta, czy nie czyta. Piszą. Że święta, że szalik, że śnieg lub deszcz albo książka, ale przez tę wąską szczelinę słów udaje się zajrzeć do nich, herbatkę wypić z nimi czytając...