Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2020

byle do weekendu

Zabawne, czekam na weekend. Zwykle chodziło po prostu o siedzenie w domu. Tymczasem pozostaję w domu już trzeci tydzień, w tym pierwszy pracując zdalnie. Ostatnie cztery dni były dla mnie trudne, a i dzisiejszy pewnie nie będzie lepszy. Wieczorami jestem tak wykończona, że nawet na czytanie nie mam siły. Nigdy mi się nie zdarzało nie być w stanie doczytać rozdziału, a teraz - nagminnie. Wszystko chyba przez to, że dzień pracy w domu przeciąga się do późnych godzin wieczornych. Staram się być uczciwa w rozliczeniach czasu, więc przerwy konieczne na sporządzanie śniadań, przytulań, tańczeń i sprawdzanie zadań, odpracowuję wieczorami. Marzę o odrobinie odpoczynku, o ogródku. Mam kilka kwiatków do przesadzenia w domu. Liczę na słońce na balkonie w najbliższym czasie, gdzie chociaż z rana mogłabym przysiąść na chwilę z poranną kawą, jak dawniej. Do weekendowego wypoczynku chętnie dorzuciłabym zatem porządki, aby balkon był gotowy. I okna... strach pomyśleć. Oraz pewnie zakupy na kolej...

frustracje

Tam na zewnątrz szaleje wiosna, a może powinno się powiedzieć, że króluje, przechadza się w koronie. Nie jest mi do śmiechu. Wyszliśmy z jednej infekcji, a teraz miałam już wrócić do pracy. I niby wróciłam, ale pracuję z domu, a sama mam zapalenie zatok, no i oczywiście sezon pyleń w pełni. Nudy nie ma. Zwykle byłam medyczną panikarą. Dziwne, teraz jestem spokojna w moim zaniepokojeniu. Jakoś nie rodzą się we mnie pytania eschatologiczne. Mimo to nad kilkoma sprawami się zastanawiam. Co mi to ma powiedzieć, że wskazane jest ograniczenie kontaktów? W moim przypadku akurat każdy zawsze sugerował coś przeciwnego. W ogóle nie jestem kontaktowa, w sensie tym bezpośrednim. Bardzo rzadko się spotykam, choć utrzymuję sporo kontaktów. Gdyby wirus rozprzestrzeniał się online, byłabym zarażona w pierwszych jego minutach panowania na ziemi. Niektóre konwersacje nie mają początków i nigdy się nie kończą, permanentny dyskurs bez powitań i sygnalizacji zmiany tematu. Ale w świecie rzeczywisty...

przesilenie wiosenne

Skrada się wiosna do domu, z ogródka mi włazi oknami. Słońce coraz dłużej po wschodniej stronie domu i coraz więcej po zachodniej. W moim pokoju, dla którego nie mam jeszcze nazwy, na parapecie kiełkują nasiona, a na półce do spraw pilnych i systematycznych ukorzeniają się pelargonie. Czas na chwilę przystanął, na godzinkę pewnie. Mała śpi. Zawsze wtedy nie wiem za co najpierw się zabrać. Paradoks taki. Niby zdarza mi się marudzić, że gdybym tylko mogła to bym zrobiła to czy tamto, albo skończyła, albo zaczęła, no i jak wiele bym chciała, a jeszcze więcej muszę, a jak mam na to czas - przysiadam: na fotelu wśród książek, na kanapie z widokiem na zamknięte pączki magnolii, przy oknie w kuchni zapatrzona w przyszłość. I nie skreślam z listy kolejnych wykonanych pozycji. Kiedyś uważałam, że to nieoczekiwane i krótkotrwałe problemy z realizacją swoich zamierzeń. Dawniej nie miałam problemu z konsekwencją, stąd sądziłam, że mi to minie. Ale w pewnym momencie przymiotniki zniknęł...

rośnie

To oczywiste, że mi odbiło. Cztery rodzaje pomidorków koktajlowych, truskawki i poziomki oraz gazanie, pelargonie, begonie i koleusy, wszystko w postaci nasionek z nadzieją złożonych w wilgotnym podłożu mieszka w moim pokoju na parapecie. Niektóre już wzeszły, mimo zapewnień na opakowaniach, że wschodów spodziewać się można za około 2-3 tygodnie. Później się zastanowię, co z tym wszystkim zrobię, ale jak znam życie - nie będę miała problemów, aby to rozdysponować. Tak sobie umilam czas, jak mała zaśnie, co nie zdarza się często, z różnych względów. Ale ten tydzień był trudny, pod znakiem walki z wysoką temperaturą i w sumie w oczekiwaniu, co się wykluje. W poniedziałek wykluczyliśmy grypę (nie byłam świadoma, że są już na to testy) i stanęło na tym, że to po prostu rodzaj wrednej infekcji górnych dróg oddechowych. W czwartek lekarz stwierdził zapalenie oskrzeli, które już w zasadzie przechodzi na płuca. A dziś, w sobotę, na szczęście jestem pewna, że antybiotyk zadziałał, bo gorą...