Nie, no zwykła lipa. Żaden pisarz pod nią nie siedzi ani nic. Czasem psy sikają - tyle atrakcji. Czasem ludzie. Serio. Siedzę sobie na balkonie i widzę, że idzie facet, na oko normalny, ale jednak nie. Jedna chwila i staje w rozkroku, sprzęt wywala i sika sobie w najlepsze przodem do dziesięciopiętrowego bloku. No przecież się zachciało, prawda? Mama sama nauczyła, gdy był chłopcem kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu, znaczy się - można. Wrrr. Czyli zwykła lipa. Z jednej strony blok, z drugiej - zaplecza sklepów, dwa blaszane garaże, parking. Nic ciekawego. To nie jest najbardziej na świecie imponujący widok z okna. I nie najładniejsze drzewo. Nawet dla mnie jest lipa po prostu druga po wierzbie. A jednak patrzę na nią inaczej niż mój aparat. Dla mnie jest piękna, jesienią pierwsza żółknie, zawsze od wierzchołka. Pierwsza też barwi trawnik. Okrywa te wstydliwe miejsca dookoła siebie litością, wyrozumiałością i czym tam jeszcze.
(sufitologia, spod oka, prosto w oczy)