Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2019

o niczym

Sobota, lekkie popołudnie, jeszcze jest nadzieja na udane popołudnie, pracowity ranek już minął. Odpoczywam po trudnym tygodniu, niezwykle intensywnym. Jestem sama, nie licząc śpiącej córki, siedzę przy komputerze, co mi się ostatnio w domu nie zdarza. Wszystko mi się zbiera na parapetach do kwitnienia, ogródek, taras i balkony szaleją. Jest czym oczy cieszyć i za co dziękować. Zwłaszcza w kontekście mojego trzydniowego urlopu, który spędziłam w poczekalniach, recepcjach, wisząc na telefonie do zapisu na styczeń, rzadziej na listopad. Tyle zabiegów, aby wszystko było pod kontrolą. Poczekalnia to dziwne miejsce, a taka w szpitalu przed badaniem szczególnie. Pięć osób zapisanych na jedną godzinę, czekamy na wywołanie, lekarz decyduje o kolejności pacjentów. Znużenie pielęgniarek, chłodny profesjonalizm specjalistów, spłoszone spojrzenia pacjentów.  Nie wiem po co zawsze przychodzę wcześniej. Mam przy sobie książkę do czytania, smartfona ze wszystkimi znajomymi i nieznajomymi ...

Plan treningowy

Tym razem sporo czasu mi zajęło, aby podjąć decyzję o powrocie do aktywności sportowej. Chodzi o taką bardziej systematyczną, a nie okazjonalne przejażdżki rowerowe czy spacery.  Co prawda na co dzień nie unikam aktywności, wybieram schody, a nie windy, nawet po tych ruchomych schodzę, wolę na pieszo przejść ten jeden przystanek, niż pchać się do zatłoczonego autobusu, podbiegam do uciekających, nie odpuszczam, ale przecież to ciągle za mało, aby wrócić do formy. Po żadnej ciąży nie zapuściłam się tak bardzo jak teraz. Pewnie to też mój wiek sprawia, że wszystko jakoś wolniej i trudniej mi przychodzi. I tak dopiero ponad 2,5 roku po porodzie i roku od powrotu do pracy podjęłam sportowe wyzwanie. Raz w tygodniu chodzę na fitness, ćwiczenia na brzuch, uda i pośladki. Myślałam, że to będą w sumie takie ćwiczenia jak w pilatesie, który trenowałam kilka lat dość intensywnie. Uwielbiam pilates. Tym razem jednak jest trochę inaczej. Trening zaczynamy energiczną rozgrzewką. 20 minut klasyc...

Kwiaty mojego ogródka

Ten post będzie kolorowy jak początek sierpnia w moim ogródku. Chcę zatrzymać takie obrazy na późną jesień, gdy barwy zblakną i oddadzą prym brązom. Uwielbiam je, te moje kwiaty z ogródka, wszystkie z nasion. Każde kiełkowanie wzbudzało mój zachwyt, każdy pączek, a kwitnienia to niemal ekstaza. Jestem trochę chaotyczna w wyborze, nie tworzę kompozycji, szaleję z kolorami, ale to wszystko przez pierwszość tych wysiewów i nasadzeń. Jeszcze się przekonuję, co lubię, co pasuje, co jest odpowiednie do warunków, które mogę zapewnić. Już wiem, których roślin w przyszłym roku u mnie nie będzie i szukam nowych do spróbowania. Uczę się, kwiatów i siebie.

Słoneczniki

Potrzebuję rankiem chwili zatrzymania, jeszcze przed ruszeniem na przód. Takie w pół kroku, w piżamie, przy oknie najlepiej. Wstaję wcześniej, abym mogła cokolwiek leniwe pokłapać na schodach, tu listek urwać, tam rozetkę pochwalić. Śmieję się ze snów, wspominam wczoraj, sprawdzam najbliższe godziny w kalendarzu. Pół godziny na rozruch. O, takie dzisiaj: nad ranem padało, kawę piję, a włosy schną mi od dzisiejszych planowań. Coś do załatwienia po pracy, drobiazg, choć z kategorii upierdliwych -  jestem dobrej myśli. Wczoraj spotkałam przypadkiem kogoś dawno niewidzianego. Miłe wzruszenie. Wieczorem idę pierwszy raz w nowym miejscu i pierwszy raz od ponad trzech lat na zajęcia sportowe. Oczekiwanie, odrobina ekscytacji pomieszana z obawą. W czwartek ważny dzień.  Dalej nie sięgam. Pomyślę jutro. Jeszcze teraz kilka chwil na zachwyt. Ech, życie. Dziś uwielbiam poranki, sierpień i słoneczniki.

Krakowskie Przedmieście

Jeszcze zanim wyjechałam na urlop (a już niestety wróciłam), miałam okazję z samego rana powłóczyć się troszkę po Krakowskim Przedmieściu. Lubię tę ulicę, chociaż pod pewnymi względami kiedyś przepadałam za nią bardziej. Przez pięć lat bywałam tam codziennie i wtedy głowę zajętą miałam innymi sprawami niż poznawanie Warszawy. Ale to zdarzyło się jakoś tak przy okazji. Najpierw księgarnie i biblioteki, tanie mleczne bary i studenckie nory, kościoły i kamienice, do których dało się wejść pod jakimś pretekstem, a potem kolejne ulice i dzielnice, no i gdzieś wśród tych zakamarków, kamieni, parków i przestrzeni straciłam dla niej głowę. Nie miałam wtedy pojęcia, że zostanę w tym mieście. Byłam jednak od początku pewna, że zawsze będę miała Warszawę w sercu. No ale wszystko zaczęło się właśnie na Krakowskim Przedmieściu. Obecnie obowiązkowo przynajmniej raz do roku robimy sobie rodzinny spacer tą ulicą w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, w zasadzie aż od gmachu Giełdy przy rondzie z palmą do ...