Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2022

leniwa niedziela

Z jednej strony lubię tak - wstać rano, chociaż niespiesznie. Posłuchać kilku zaległych podcastów, książkę poczytać w swoim pokoju, pod kocem, jeszcze w piżamie, z kawą i świtem za oknem. Potem się trochę snuć po domu z konewką, marzyć, planować. Jak słońce to spacer po kościele, domowy obiad, a potem długi jesienny wieczór. I chciałoby się, aby podczas tego wieczoru realizować chociaż część tych planów. No a właśnie kolejny raz się nie udaje. Być może zatem moje niedziele nie powinny być leniwe, ale zaplanowane ze szczegółami, wczorajszym wieczorem. Zapisane na formularzu z krateczkami do wypełnienia "ptaszkiem", że się udało to zrobić, czy tamto. Sama nie wiem. Myślę, że od jakiegoś czasu odczuwam to znużenie swoją degrengoladą. Odpuściłam sobie - taka prawda. Nie wymagam od siebie tyle, co kiedyś. Łatwo wpisałam się w schemat zmęczonej życiem kobiety, która po prostu musi odpocząć zanim weźmie się za resztę. Ale ta reszta to zawsze marzenia, plany dotychczas niezrealizowan...

jesień

 Nie wiem, kiedy się zrobiła. Jakoś tak szybko. Wróciliśmy z wakacji i nagle się okazało, że już liście się zażółciły, zbrązowiały. A teraz jadąc autobusem mijam czerwonawe parkany ogródków działkowych, które przeglądają się w lustrach zasypanych liśćmi kałuż. Nie zdążyłam wielu rzeczy zrobić tego lata, tego roku. Cóż, zrobiłam inne, choć z pewnością nie tak spektakularne jak zamierzałam. Nie szkodzi. Jak zwykle miałam wiele planów, a potem życie je zweryfikowało. Miałam wiele niezłych pomysłów, których nie udało się zrealizować z różnych względów. Zwykle jakoś tam je wystartowałam, jak to się mówi, ale potem nie starczyło czasu, zapału, możliwości. Postanowiłam nie rozmieniać się na drobne i bardziej zamykać działalności niż otwierać nowe. Sądzę, że tak będzie zdrowiej, bo potem mniej wyrzutów sumienia z powodu porzuconych zamierzeń. Ale też tak będzie po prostu uczciwiej w stosunku do siebie. Po co się tak w kółko oszukiwać, że czymś się zajmę nowym, skoro po drodze zaniedbuję wi...

zabieganie

 Wcale nie biegam, choć w sumie bym chciała, a jednak latam z karteczką spraw do załatwienia po całym mieście. Znaczy - rozpoczęłam tak zwany urlop. Czy będę potrafiła nic nie robić, gdy już wszystko zrealizuję? Oczywiście wątpię. Gorące dni, palące sprawy i coś mi lekarze wzięli serce za cel. Ale nie mam czasu się zmartwić. Wymyśliłam sobie, że jeszcze powłóczę się po uczelniach i bibliotekach, że jeszcze trochę się podouczam. Ma to być mój sposób na stres, który nadmiarowo mnie dopada.

nadzieja przemijania

Teraz jestem silniejsza. Dawniej, gdy robiło się źle, dobijało mnie przekonanie, że już zawsze tak będzie - źle. Ale nauczyłam się, że nie. To minie. Jak wszystko. Dobre, czy złe, przyjemne, czy przykre - kiedyś się kończy. Czasem w ogóle nie ma potrzeby reagować jakkolwiek. Wystarczy poczekać. Staram się o tym pamiętać w każdej chwili. Także podczas rozmów z ludźmi. Przyznaję, to może trochę niegrzeczne nie odpowiadać na zadawane pytania. Ale niekiedy nie ma sensu. Czekam, aż wybrzmią w swojej niedorzeczności, aż rozmyje się niesprawiedliwość osądów w nich zawarta. Koncentruję się, aby nie pamiętać pytania, nie policzyć niegodziwości, nie zauważyć kpiny. Nie odpowiadam. Czekam na odwagę powtórzenia pytania i zwykle świat pędzi tak szybko, że w nowej chwili, która nastaje, nie ma na to czasu. Przemijanie kiedyś mnie dołowało. A teraz pociesza. Może to ono jest nadzieją?

szukając ciszy

Wydaje się, że za dużo szumu w moim życiu, takiego przeszkadzającego. Jednostajny szmer klimatyzacji i nawiewów w pracy wciąż mnie rozdrażnia. Trudno wybaczać współtowarzyszom korporacyjnej niedoli głośną wymianę błahych myśli o dokonaniach ich pociech, nic niewnoszących opinii o świecie wygłaszanych w tonie wszechwiedzącego guru, sarkazmu.  Póki co przerwy na ciszę próbuję sobie robić w przydomowym ogródku, wieczorami, ignorując przy tym odgłosy życia sąsiadów, a koncentrując na trelach ptaków. Lecz jak bez problemu wymieniam zakłócaczy ciszy w codzienności, tak nie wpadłam jeszcze na to, co jest moim wewnętrznym hałaśnikiem. Jaki element myśli sieje ferment, skrada uwagę, rozprasza i męczy. Chodzę po Warszawie upalnymi popołudniami, niespiesznie i coraz dłużej. Wyłapuję w tłumie podobnych do mnie, zagubionych. Przeżycia wewnętrznych dramatów niezwykle uwrażliwiają, wyczulają na sygnały zbliżone do tych już w sobie przepracowanych. Hamuję się niekiedy, aby nie podchodzić, nie cało...

od nowa

Znowu trochę jeżdżę do pracy. Być może po to jest komunikacja, abym miała czas pobyć sama ze sobą, ze swoimi myślami. Naprawdę to lubię. Latem wydłużam trasę, urozmaicam porannym kwadransem spaceru na dalszy przystanek. Losuję autobus i jadę jak najdalej do dogodnej przesiadki. Celowo zagubiam się i potem odnajduję. Małe uliczki śródmieścia porankami są senne, powoli budzą się nielicznymi kawiarniami. Uchylone drzwi kościoła na Placu Zbawiciela kuszą możliwością skupienia. Dobrze się dziękuje z rana, świetnie się spieszy nierozgrzanymi słonecznymi chodnikami. Chciałoby się tak minąć pracę, poszukać dalej swoich postanowień, pozmieniać i te rutynowe trasy. Minęło prawie dwanaście lat od założenia tego bloga. Początkowo był mi na pomoc. Musiałam wołać w literach do siebie samej, mieć gdzieś spisane moje zmagania. Taka kondensacja emocji w puszce blogowej konwencji.  Były przerwy, były zmiany, różne przymiarki, cięcia tematów i skręty w hobby.  Dziś czuję się, jakbym co najmniej ...

zimowy marazm

  Najlepiej byłoby napisać, że to chwilowe, zimowe, niespodziewane nawet. Że normalnie to tryskam optymizmem, chęcią do wszystkiego i jestem pogodzona z całym światem, a tylko teraz coś we mnie się popsuło, zawiesiło systemy i aplikacje. Ale nie potrafię kłamać. Oczywiście wykonałam to popularne dla mnie ćwiczenie - napisz sobie co cię wkurza/martwi/co ci się popsuło, a następnie -  obok - jak temu zaradzić. Ta druga kolumna to rodzaj postanowień, z różnych okazji. No i wyszło to samo co zawsze. Konkluzja jest bolesna. Nie zrobiłam przez te wszystkie lata nic, by choć jeden punkt zniknął z listy. Zamiast tego dokładam sobie tych frustracji czy zmartwień. Znowu siedzę i narzekam na siebie. Ileż to mogłabym zmienić, gdyby nie to czy tamto. Wymówki! Pamiętam, że na te same smutki płakałam w innych okolicznościach, a ich zmiana nic mi nie pomogła. Chciałam czegoś - teraz mam, myślałam o tamtym - mam, pragnęłam tego i tamtego, i udało się. A ja siedzę i nadal nie wstaję, nie podejm...