Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą balkon

myśli z rana

Cudownie zmęczona, czerwona z wysiłku, przysiadłam na wschodnim balkonie z kawą. Czuję jak mi mięśnie wypoczywają, zadowolone, że znowu o nich pamiętam. Słońce wygląda zza sąsiedzkich dachów, oświetla ślady nocnego deszczu. Biegam tylko kilka minut rano. Dziś było super. Popsuł mi się zegarek, pewnie bateria do zmiany, nie mogłam przez to precyzyjnie odmierzać interwałów marszu i biegu. Ale może dzięki temu bieg niósł mnie dziś ścieżką wolności. Spodobało mi się. Nie będę naprawiać zegarka, nic na siłę. Przez tych kilka zmian, które wprowadziłam ostatnio w codzienności, nic radykalnie przecież się nie zmieni. Czas na wewnętrzne układanki muszę kraść snu. Ale i tak czuję się szczęśliwsza, chcę się tak czuć, mimo obecności smutku, który dotrzymuje mi kroku w biegu, sny oplata niepokojem i wprowadza zamęt w myśli.

mały balkon od frontu

W zeszłym roku ten mały balkon od frontu był kompletnie nieużywany. Ale ja kocham balkony i najchętniej siedziałabym na wszystkich na raz! Ten jest niezwykle słoneczny, bo jego kierunek to południowy zachód. Mieści się na drugim piętrze domu, więc słońce oświetla go najdłużej. Przynależy do pokoju najstarszej córki. W tym roku postanowiłam wstawić jej coś na ten balkonik, coś do posiedzenia. Oczywiście ona wolałaby modny ostatnio wiszący fotel, ale to dość droga inwestycja i muszę ją odłożyć w czasie. Oprócz tego nie bardzo jestem przekonana do tego pomysłu, bo przecież ten fotel razem z całym tym pałąkiem do jego zawieszenia zajmie całą powierzchnię balkonu! Zdecydowałam się na niewielki stolik i dwa krzesła. Docelowo będą one stały na tarasie, ale tym czasem na tarasie są wielgachne pomidory. W skrzynkach są posadzone pelargonie. Wyhodowałam je z nasion! Zbierają się do kwitnienia, ale jeszcze trzeba im dać troszkę czasu. Posadzone są naprzemiennie - białe i łososiow...

bezmyślnie

Niedziela, siódma rano. Przecież wcale nie świt, w tygodniu wstaję wcześniej, a dla mnie pora magiczna. Dom śpi. Nogi na kołdrze, zapomniane przytulanki, dzień wciskający się do sypialni szczelinami między poruszanymi lekkim powiewem od otwartego okna zasłonkami. Nie dlatego wstaję, że zadzwonił budzik i nie dlatego, bo mam coś do zrobienia. Wstaję, bo chcę. Móc zrobić coś, co chcę, to ostatnio bardzo rzadkie zjawisko u mnie. Przeważnie robię coś, bo muszę. Zamruczał ekspres do kawy, więc na balkon zabrałam ze sobą filiżankę ulubionego aromatu. Pod stopami posadzka już nagrzana, pelargonie jaskrawe w słońcu. Oczy mrużę i czuję jak mi się skóra nasyca ciepłem. Gruchają cukrówki pomiędzy świergotami. Jest błogo, letnio, niespiesznie i dyskretnie wszystko podszyte jest szczęściem tak długo, dopóki nie zacznę planować. Że to trzeba by zrobić, że tamto warto, że czas, że nie zdążę, że się nie da, że zapomniałam, minęło. Więc siedzę na leżaku, kawę piję i staram się tylko jedno...

ulubiony balkon

To mój obecnie ulubiony balkon. Kierunek północny wschód. Kiedyś myślałam, że balkony od wschodu nie mają sensu. Oczywiście, co ja tam wiedziałam! Nawet gdy rano nie jest jeszcze zbyt ciepło, ale słońce już wyłazi zza domu sąsiada, tutaj mogę przesiąść z poranną kawą. Promienie dodają mi ciepła. Popołudniami, gdy upał zasłania nam rolety w oknach od strony południowo - zachodniej, tutaj mogę przesiąść na chwilę z pucharkiem ulubionych lodów lub owoców. Jest przyjemnie chłodno. To są zeszłoroczne pelargonie, kupione w ogrodniczym jako sadzonki. Nabyłam dwie w kolorze takim, jak na zdjęciu i jedną jaśniejszą. Przezimowałam je, pierwszy raz miałam gdzie, a na wiosnę pobrałam zaszczepki i teraz mam pięć skrzynek! Nie mogę się doczekać, aż wszystkie zakwitną. Będę miała niespodziankę co do rozkładu kolorów. To są gerbery, kupione w zeszłym roku za 2,49 zł. Wyglądały marnie. Wtedy miały dwa kwiatki i nie zakwitły więcej. W zimę straciły prawie wszystkie liście. Warto się nie poddawać zwątpie...