Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą cytaty

"Pół życia" Jodi Picoult

Zrobiłam to celowo – zaraz po „Głosie serca” z 1992 r. przeczytałam właśnie „Pół życia” z 2012 r. Najpierw debiut i zaraz potem - jedna z najnowszych książek. Lubię tak robić, gdy poznaję twórczość dopiero odkrytego autora. Chcę wiedzieć, skąd startujemy i dokąd póki co doszliśmy, a twórcze dojrzewanie, czyli cały „bolesny” środek, etapy kształtowania się głosu autora, jego stylu i wybór przez niego tematów, zostawiam sobie na deser. Nie ma po co zmieniać schematu, który działa. W zasadzie „schemat” to złe słowo, chodzi bardziej o metodę prezentacji, sposób na wciągnięcie czytelnika w wir opowiadanej historii. W powieściach Jodi rzeka fabuły nie płynie jednym korytem. Mamy możliwość zwiedzać wszelkie meandry historii, mamy okazję oglądać tę literacką rzekę z pozycji głównych bohaterów, z każdej strony po kolei. Nie ma wszechwiedzącego narratora, który określa, co jest prawdą w świecie przedstawionym. Głos zabierają bezpośrednio bohaterowie, dlatego pytanie o prawdę nigdy nie pada. Bo...

"Druga miłość" Anita Shreve

Wyobrażam sobie, że można na tę powieść popatrzeć jak na leniwie opowiedzianą nudną historię pewnego ślubu, który odbywa się w pensjonacie w obecności kolegów i koleżanek sprzed lat. On, Pan Młody, zostawił żonę, ona, Panna Młoda, ma raka i może ze dwa lata życia przed sobą. Blisko 30 lat temu omal nie ślubowali sobie miłości. Wtedy nie wyszło. Potem każde miało swoje życie, które doprowadziło ich do szkolnego zjazdu. Wróciły wspomnienia, pojawił się żal o stracone lata, a także – brawura, naiwność, odwaga? - by zmienić decyzję sprzed lat i niebycie razem zamienić na bycie. Nieprzypadkowo napisałam "naiwność". Jeden z bohaterów wypowiedział następujące zdanie: "Nigdy nie poznamy tego, co się nam nie zdarzyło". Zatem nowe razem nie jest wcale powrotem do tamtego czasu, niczego nie naprawi, nie wykreśli przecież zdarzeń pomiędzy spotkaniami.Pewnie też nie mogłoby się zdarzyć z miliona powodów, gdyby coś kiedyś przypadkiem o mały włos... Ktoś, kogo nigdy nie zaskoc...

W pułapce

To nic nowego. Chciałabym opisać swoje sprawy, uczucia, wydarzenia, ale świadomość, że nie są jakieś szczególnie zajmujące dla każdego oprócz mnie powoduje, że przede wszystkim czuję bezsens tego pragnienia. Siadam i poraża mnie konieczność podjęcia decyzji, czy stukać klawiszami, czy porcjować atrament w bezduszne kratki. Na marginesie – sądziłam, że to one są winne, blokują mi myśli, wyznaczają tory i akcentują koślawość liter. Dlatego, gdy tylko skończył mi się kratkowany zeszyt zwany notatnikiem, nabyłam taki gładki, czysty, bez marginesów – po prostu przestrzeń bez blokad gotowa do przyjęcia osobistych wynurzeń. Niespodzianka? Nie, nie było. Tak samo nie idzie. W punktach – proszę bardzo, ale tak jakoś bardziej opisowo - nie wychodzi. Bo, jestem przekonana, nie chodzi o to jak, ale o to - co. A tutaj kolejny problem. Chciałoby się być oryginalnym, nowatorskim, niepowtarzalnym, a tymczasem jest tak, jak w tym cytacie z Fromma: „Wolność słowa stanowi co prawda ważkie zwycięstwo...

bez postanowień

Jak to dobrze, że nie robiłam postanowień na Nowy Rok! Zwykle było coś o intensywnej nauce angielskiego, porządkach w szafie oraz ogólnowłasnej miłości do ludzi i innych stworzeń ludziopodobnych. Całe szczęście! Teraz, właśnie 5 stycznia, miałabym mega wyrzuty sumienia, że znowu się nie udaje. Ani jedna godzina Nowego Roku nie towarzyszyła mi przy uzupełnianiu ćwiczeń w bardzo obcym języku. Moje  ręce ani razu nie sięgnęły do szafy głębiej niż po dżinsy i koszulę do pracy - no, żelazko stoi głębiej, więc po nie jednak sięgnęłam. Oraz po deskę rzecz jasna - taki pakiecik. Co do miłości do ludzi, dużym sukcesem jest moim zdaniem, jeśli uda mi się znosić ich działania lub w niektórych przypadkach choćby milczącą obecność w moim pobliżu bez komentarza. Takiego w myślach. Sukces pracy nad sobą z lat ubiegłych, wymagający zresztą powtórki, bo ostatnio coś szwankuje. Gdy już zjadliwa uwaga ciśnie mi się na myśli i włącza się analizator krytyczny, ostatkiem sił władczych wydaję sobie jak p...

karteczka z wyblakłym cytatem

Robiłam porządki w pracy. Wywaliłam szuflady do góry dnem, utknęłam w historii swoich zmagań ze służbowymi tematami. I nie tak jak zwykle, tym razem postanowiłam wyrzucić wszystko, co nie jest z kategorii "bieżące" lub "niezbędne". To dla mnie nowe doświadczenie, ale chyba dojrzałam do niego, skoro stało się moim celem. W każdym razie wśród ton zbędnych papierzysk w ręce wpadła mi żółta karteczka z wyblakłym już ołówkowym cytatem. Zatrzymałam się nad nim na dłużej i jak relikwię minionych zdarzeń przekleiłam w obecny prywatny kalendarz. Bo cytat znowu, jak wiele lat wcześniej, wydał mi się adekwatny do wszystkich moich szarych tegorocznych samopoczuć. To z Tolkiena: "To wielkie błogosławieństwo mieć natarczywych i zdeterminowanych przyjaciół, którzy nie pozwalają człowiekowi popaść w trwałe milczenie". Dedykuję go wszystkim moim znajomym, którzy pytali, nie odpuszczali i których oczy mówiły mi "kłamiesz", gdy zapewniałam, że u mnie wszystko w p...